Charles Finney o uświęceniu. 

Jak przezwyciężyć grzech?
Rzekli więc do niego „Cóż mamy czynić aby wykonywać dzieła Boże? odpowiedział Jezus i rzekł im „to jest dzieło Boże wierzyć w tego, którego on posłał” / Ew.Jn.6.28-29 /
Spotykam bardzo wielu zaniepokojonych chrześcijan, którzy zadają pytanie co mają robić aby przezwyciężyć świat, ciało i szatana. Oni nie dostrzegają faktu, „że zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza” /1 Jan 5.4/, i że „tarczą wiary” mają „zgasić wszystkie ogniste pociski złego” /Ef.6.16/ Pytają „Czemu jestem zwyciężony przez grzech? Dlaczego nie mogę być ponad jego mocą? Dlaczego jestem niewolnikiem swoich pragnień i namiętności. Oni szukają wokół siebie powodu tej duchowej nędzy i śmierci. Czasami myślą, że odkryli odpowiedź w zaniedbaniu to jednego obowiązku to drugiego. Czasami wyobrażają sobie, że powodem ich nędzy jest poddanie się temu czy innemu grzechowi. Podejmują wysiłek w tym kierunku i łatają swoją sprawiedliwość w jednym miejscu czyniąc jednocześnie dziurę w innym. W takim stanie żyją latami, a będąc w zamkniętym kole, stawiają zapory z piasku przeciwko strumieniowi swego własnego zepsucia. Zamiast natychmiastowego „oczyszczenia swych serc wiarą”, starają się zatamować, wylewające się z nich strumienie gorzkich wód.
„Dlaczego grzeszę” – pytają i szukając powodu dochodzą do tego samego wniosku, „Ponieważ zaniedbuję taki a taki obowiązek” Ale jak mam uwolnić się od grzechu? Zwykle udzielają sobie odpowiedzi. „Przez czynienie mego obowiązku tzn. zaniechanie grzechu”. Dobre pytanie w tym miejscu powinno brzmieć: Dlaczego zaniedbują swoje obowiązki? Dlaczego wciąż dopuszczają się grzechu? Co jest tego główną przyczyną? Wszystko to z powrotem prowadzi nas do sedna sprawy. Jak przezwyciężyć tą zepsutą naturę, tą nikczemność, te nasze grzeszne zwyczaje. Odpowiadam: „tylko przez wiarę”. Żadne uczynki prawa nie dają nam najmniejszej mocy do przezwyciężenia naszych grzechów, ale raczej wzmacniają dumę i powodują niewiarę.
Wielkim podstawowym grzechem będącym fundamentem wszystkich innych grzechów jest niewiara. Pierwszą rzeczą, którą musimy uczynić to, odrzucić ją i uwierzyć Słowu Bożemu. Nie może być żadnego uwolnienia z grzechów bez wiary, „gdyż wszystko co nie jest z wiary jest grzechem” /Rzym.14.23/. „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu /Hbr.11.6/. W ten sposób widzimy, że cofający się i oskarżany chrześcijanin, który z ledwością opiera się grzechowi, prawie zawsze próbuje przez uczynki prawa zdobyć wiarę. Pości, modli się, czyta, boryka się i pozornie się zmienia, i w ten sposób stara się zdobyć łaskę. Ale wszystko to czyni na próżno. Pytasz może: „Czy może nie mamy pościć, modlić się czytać i zmagać się? Czy mamy nic nie czynić, tylko siedzieć w płytkim poczuciu bezpieczeństwa i braku działania” Odpowiadam: Musicie wszystko czynić co Bóg wam przykazuje, ale musicie zacząć od tego na co On wskazuje i czynić to w sposób przez Niego przykazany. Ćwiczcie wiarę czynną w miłości /Gal.5.6/. Oczywiście swoje serca przez wiarę! Uwierzcie w Syna Bożego! /1Jana 5.10/.
Czym jest wiara?
Pierwszym krokiem do posiadania wiary, jest zrozumienie prawdy biblijnej. Ale samo to, jeszcze nie znaczy że, ją posiadamy, gdyż Szatan również ją ma i drży /Jak.2.19/ Drugim zaś krokiem do posiadania wiary, jest zgoda serca na prawdę zrozumianą przez umysł. Jest to szczere zaufanie lub odpoczynek umysłu w tej prawdzie i poddanie siebie pod jej wpływ. Łatwo można teraz zobaczyć, że bez zgody woli nic nie może istnieć oprócz powierzchownego posłuszeństwa Bogu. Czyż uczynki prawa nie mogą być wykonywane bez wiary? Możemy czynić je ze strachu lub z nadziei, bądź jakiś egoistycznych motywów, nie mając jednocześnie zaufania iż możliwym jest służenie Bogu w sposób naturalny z miłości i posłuszeństwa serca. Oświadczam więc, że szukanie łaski wiary przez zwykłe ludzkie uczynki jest zupełną obrzydliwością. Jest to tak ohydne jak staranie się o kupno za pieniądze Ducha Świętego. /Dz.Ap.8.20/ Jest to odrzuceniem świadectwa Słowa Bożego mówiącego nam o naszej całkowitej nieprawości, bezradności a staraniem się o to by oddać w zastaw naszą niewiarę i uczynki bez serca Świętemu nieskończonemu Bogu. Jest to próba kupna Jego przychylności, zamiast zaakceptowania łaski jako Jego suwerennego daru. Udzielać innej odpowiedzi trwającemu w niewierze i zapewnianie go aby wykonywał jakąś pracę z oczekiwaniem, że przez nią zdobędzie wiarę, to utwierdzenie grzesznika w jego własnej sprawiedliwości. Równoznaczne jest to z przedłużeniem jego zbuntowanego stanu oraz doprowadzeniem go do zakotwiczenia w nadziei płynącej z własnej sprawiedliwości, co w końcowym efekcie daje zniechęcenie i złorzeczenie Bogu. Ponieważ upamiętanie, wiara, miłość i każde inne święte zadanie wymaga i wynika z wiary, więc niemożliwym jest upamiętanie się bez zaufania w naturę i żądania Boga. Gdyż, czym jest upamiętanie jeśli nie serdecznym wywyższeniem Boga a potępieniem siebie. To też niemożliwą rzeczą jest doświadczanie ufającej miłości do Boga bez wiary. Poddanie się Bogu wymaga ćwiczenia naszego zaufania do Niego i Jego żądań. Wiara jest jedynym stanem ludzkiej duszy, która przyjmuje Chrystusa do serca z wszystkimi Jego silnie uświęconymi wpływami. Biblia pokazuje nam, że stan uświęconej duszy wynika z faktu, iż znajduje się ona pod wpływem zamieszkującego w niej Chrystusa. Dlatego zadaniem wiary jest otwarcie drzwi, przez które Chrystus ma być przyjęty aby rządził w sercu. Jeśli znajdujemy się w takim stanie to właściwą rzeczą jest czynienie tego co akceptuje zamieszkujący w nas Chrystus. Jeśli to jest czynione, wszystko inne będzie także uczynione, lecz jeśli to jest zaniedbane, także wszystko inne będzie zaniedbane.
Kilka pomocnych uwag
1. Widzę dlaczego Kościół nie jest uświęcony. Jego członkowie nie dostrzegają funkcji i konieczności wiary, jako jedynie mogącej przynieść właściwe posłuszeństwo Bogu. Są zamieszani w starania zdobycia wiary przez uczynki prawa, zamiast doświadczenia tej wiary, która może uczynić w nich czyste serca. W ten sposób poszukują oni na próżno uświęcenia. Powszechną rzeczą, jaką można zobaczyć jest widok chrześcijan zajętych zewnętrznym staraniem i uczynkami: postem, modlitwą, dawaniem, robieniem i zmaganiem się, ale w tym wszystkim nie wydających owocu Ducha „miłości, radości, pokoju, cierpliwości uprzejmości, dobroci, wiary, łagodności, wstrzemięźliwości. Przeciwko takim nie ma prawa /Gal.5.22-23/.
2. Widzę dlaczego Biblia kładzie tak duży nacisk na wiarę.
3. Widzę jaką trudność mają ci którzy idą za Panem w ciągłym nastroju narzekania. Wydaje się że wiedzą, że się mylą, ale nie rozumieją gdzie tkwi główny powód ich pomyłki. Czasami uważają, że zaniedbanie pewnego obowiązku jest ich główną trudnością. Czasami skupiają swój umysł na czymś co według nich, jest ich główną trudnością. Oni postanawiają uwolnić się z tego czy innego grzechu i praktykują to samozaparcie i ten obowiązek a wszystko to bez wiary, która wypełnia serce miłością. Kręcą się w około, nie wiedzą, że nie wiara jest ich wielkim potępiającym grzechem, bez którego usunięcia żaden inny grzech nie może być wybaczony, ani z żadnego innego grzechu nie można się upamiętać. Wszystkie ich uczynki są całkowicie obłudne i opierające się na prawie – próżne dopóki nie doświadczą wiary.
4. Jeśli osoby bez wiary, nie uświęcone decydują się przestrzegać przykazań Bożych, ich uczynki będą oparte tylko na prawie, własnej prawości i spowodują zniszczenia. Dla nich wskazania Ewangelii tak samo jak przykazania prawa są strasznym dołem błotnistej gliny. A kiedy wrzucą człowieka w taką dziurę to im bardziej stara się on z niej wydostać, tym głębiej się w nią zapada, każdy wysiłek dążący do osiągnięcia posłuszeństwa bez wiary jest grzechem, ponieważ utwierdza on człowieka w własnej sprawiedliwości a to oddala go dalej i dalej od Boga i prawdziwej nadziei. A im bardziej stara się wydostać tym bardziej alarmującym staje się jego przypadek. Glina otacza go coraz silniej, dusi go i zabija. Dla niewierzącego serca, przykazania Boże stają się taką dziurą i pułapką. Bez wiary zaś jest tylko zniszczenie, potępienie i grzech.
5. Dla niedbałego, nieprzebudzonego grzesznika, który nic nie wie o swoim zgubieniu, mogłoby być ważną i właściwą rzeczą, skierowanie jego uwagi na Prawo Boże, ale nie po to by stał się świętym, ale by przekonać go o grzechu. W ten sposób Chrystus wymaga od bogatego młodego człowieka zachowywania przykazań, lecz wskazując mu zarazem jego wielką miłość do świata.
6. Widzę jak dla Żydów i wszystkich niewierzących przykazania Boże są zawadzającą przeszkodą. Cała ich zewnętrzna na nie zgoda jest bezużyteczna i niszcząca. Miłość bez wiary jest niemożliwa. Konsekwentne miłosierne wskazówki i instrukcje zawarte w biblijnych zasadach postępowania są dla nich pożywieniem ich własnej sprawiedliwości a zatem pułapką śmierci. Ale dla tych, których dusze są pełne wiary i miłości, przykazania Boże są wskazówką, której potrzebują gdy w swej niewiedzy usilnie starają się dowiedzieć co mają czynić aby chwalić Boga „Rób to i unikaj tego ” itp. są rzeczami, które serca przepełnione miłością będą używały jako koniecznej wskazówki ich Ojca Niebieskiego.
7. Ktoś może zapytać „Czyż ludzie nie uczą się doświadczać wiarę przez to, co nazywasz wysiłkami opartymi na Prawie i przez posłuszeństwo do wskazówek w nim zawartych. Nie. Oni tylko uczą się na własnej skórze, że wszystkie takie wysiłki są bezwartościowe a sami oni są zupełnie zdeprawowani i zależni od tego, w co powinni uwierzyć na początku. Oni decydują się na modlitwę, czytanie, zmaganie się, oczekując w każdej modlitwie, którą zanoszą, na każdym spotkaniu w którym uczestniczą, uzyskać łaskę i wiarę. Ale oni nigdy nie wierzą, aż są zupełnie zniechęceni i zrozpaczeni uzyskiwaniem pomocy w ten sposób. Historia nawrócenia każdego, „według siebie sprawiedliwego” grzesznika i uświęcenia każdego zaniepokojonego chrześcijanina rozwinęła by tę prawdę, że uwolnienie nie przychodzi, aż ich własne doświadczenie nie udowodni im, że wysiłki ich oparte na własnej sprawiedliwości są zupełnie próżne i należy ocenić je jako bezużyteczne a całą sprawę oddać suwerennemu miłosierdziu Boga. To poddanie się miłosierdziu Bożemu jest właśnie tym aktem wiary, który powinni oni przeżyć na samym początku, a którego nie doświadczyli aż każdy inny sposób stał się dla nich zawodny.
8. Być może powiesz: „Jeśli przez zmaganie się z grzechem, w swojej sprawiedliwości odkrywają oni swoją nieprawość i zależność od Boga i w ten sposób na podstawie własnego doświadczenia poznają prawdę Bożą, dlaczego nie zachęcać ich do podjęcia się tych zmagań jako przynajmniej okrężnej drogi do zdobycia wiary? Odpowiadam: „Bluźnierstwo, pijaństwo i jakiekolwiek z najbardziej szokujących grzechów mogą być i często były środkami osądzenia, które zaowocowało nawróceniem, ale dlaczego mamy popierać te rzeczy jako przynoszących niektórym zbawienie. Prawda jest taka, że gdy uwaga grzesznika jest obudzona i jest on osądzony, zadaje pytanie: „Co mam robić”, i gdy chrześcijanin zmagający się z pozostającym w nim zepsuciem, zadaje to samo pytanie to czy powinni oni być wrzuceni w tą straszną dziurę, o której mówiłem? Czy nie powinniśmy im odpowiedzieć słowami „To jest dzieło Boże: wierzyć w tego, którego On posłał.
9. Pozwól mi powiedzieć do Ciebie, który zadałeś pytanie „Jak mogę przezwyciężyć grzech? Nie czekaj na post, czytanie, modlitwę – nie oczekuj bycia uwolnionym z jakiegoś grzechu w swojej niewierze. Możesz uwolnić się z jakiegoś jego zewnętrznego przejawu możesz zastąpić przeklinanie-modleniem, czytanie gazet – czytaniem Biblii, kradzież i bezczynność – pracą i uczciwością, picie – trzeźwością, i cokolwiek jeszcze chcesz, ale w końcu to wszystko nie jest niczym innym jak zmianą jednej formy grzechu na drugą, różnicowaniem sposobu twojego buntu wobec Boga. Pamiętaj jeśli trwasz w niewierze, niezależnie od swojego zachowania, jesteś cały czas buntowniczo nastawiony wobec Boga. Wiara bowiem uświęciłaby twoje serce i twoje uczynki, które byłyby dokonane w Jezusie i przyjęte przez Boga. Drogi przyjacielu pytasz czy zdobędziesz świętość przez czytanie Biblii lub przez modlitwę i post, albo może przez te wszystkie czyny razem. Teraz pozwól temu słowu odpowiedzieć Tobie czy jakieś z tych rzeczy, gdy nie masz wiary, sprawią że wzrośniesz lub znajdziesz ulgę. Mówisz o byciu w ciemnościach o zniechęceniu. Nic dziwnego, że tak jest, ponieważ szukałeś uświęcenia w zewnętrznych uczynkach. Potknąłeś się o „kamień obrazy” /Rzym.9.32/ Jesteś w dziurze pełnej gliny. Natychmiast doświadcz wiary w Syna Bożego. Jest to pierwsza i jedyna rzecz jaką masz zrobić, aby twoje stopy spoczęły na Skale – a Bóg natychmiast włoży w twoje usta nową pieśń /Ps.40/.

Jak ewangelizować muzułmanów. 

Podzielę się myślami z konferencji gdzie zabrzmiało nauczanie na temat ewangelizacji muzułmanów. Były muzułmanin, a teraz pastor podał najważniejsze myśli o tym jak dotrzeć do swoich rodaków.

  1. Nie bój się ich! Większość muzułmanów nie są terrorystami. Ne musisz znać odpowiedzi na ich wszystkie pytania. W Europi na razie za głoszenie muzułmanom was nie aresztują. I oni was nie zabiją.

2. Starające zbudować z nimi osobistą relację. Zaprzyjaźnij się.

3. Nie buduj relacji z płcią przeciwną.

4. Bądź dobrym słuchaczem. Nie spiesz się ładować ich swoimi doktrynami.

5. Podczas dyskusji pamiętaj, że ważne jest nie zwycięstwo w dyskusji, a w zbawieniu. Przybliżaj mu Królestwo Boże.

6. Znaj dobrze Biblię. Przeczytaj Koran.

7. Bądź gotów odpowiedzieć na główne pytania, które muzułmanie zadają chrześcijanom. Tutaj jest potrzebne przygotowanie.

8. Bądź inicjatorem przyjaźni i dialogu.

9. Módl się za liderów ISIS, by spotkali Jezusa i uwierzyli.

10. Odróżniaj tematy ważne od nieważnych. Nie jest ewangezacją przekonywanie do jedzenia wieprzowiny.

11. Opowiadaj historie wspólne dla nich i dla nas. Na przykład historia z Edemskiego ogrodu, oni ją rozumeją z trudem.

12. Muzułmanie kochają słodycze. Zaproś na herbatę czy kawę z czymś nasłodkim.

13. Nie musisz odpowiadać na pytania na które nie znasz odpowiedzi.

14. Twoje osobiste świadectwo ma największą moc. Opowiedz o swoim spotkaniu z Jezusem.

15. Używaj historie Biblijne, które opowiadają o zbawieniu w Jezusie. Mocna historia na przykład o miedzianym wężu na pustyni, dobrze tłumaczy zbawienie.
Od siebie jeszcze dodam taką historię. Kiedyś w Egipcie na wycieczce podali wszystkim mocny alkohol. Ja odmówiłem. Miejscowych to mocno zdziwiło. Spytali dlaczego nie pije, przecież wszyscy chrześcijanie piją. Okazało się, że dla nich wszyscy Europejczycy są chrześcijanami. Bo taką mamy historię. To tak jak dla nas wszyscy Arabowie to muzułmanie.
Powiedziałem im, że nie każdy Europejczyk jest chrześcijaninem, bo nim jest tylko ten, kto wyznał Jezusa swoim panem. Byli zdziwieni, że nie mam kochanki, nie chodzę na prostytutki, nie kradnę, modlę się itd. (Przepraszam, że się tu chwałę). Kiedy opowiedziałem o swoim stylu życia bez grzechu, z rodziną, dziećmi itd stwierdzili, że jestem muzułmaninem. A nawet lepszy niż wielu z nich. Wyjaśniłem im, że takim uczynił mnie Jezus. Powiedzieli, że Koran uczy o Jezusie też i wiedzą, że Jezus ma przyjść. I nagle rozmowa zeszła na Jezusa. Słuchali.
Byliśmy na Saharze. Było upalnie, a ja czułem, jak Duch unosił się nad pustynią dotykając serc tych dobrych i prostych ludzi.

Zapomniane żródło.

Parę lat temu gościliśmy Suzette Hattingh, długoletnią współpracowniczkę ewangelisty Reinharda Bonnke’go, znanym z ogromnych zebrań w Afryce, którym towarzyszą liczne uzdrowienia i cuda. Suzette poszła w ślady swego ojca duchowego i zaczęła robić podobne zebrania przeważnie w Indonezji i w Papua. Widzieliśmy na własne oczy jak Duch poruszał się na spotkaniach w Warszawie.

Dużo rozmawialiśmy z Suzette o zdobywaniu ludzi dla Jezusa. Opowiadała o tym jakie osiągnięcia w tej kwestii maja kościoły w różnych krajach świata, a była w wielu krajach głosząc na konferencjach. Europa według niej jest na szarym końcu rozwoju kościoła. Nazwała kilka kościołów europejskich, które mają sukces na polu ewangelizacyjnym i jednocześnie nie idą na kompromis w głoszeniu ewangelii.

Kiedy zaczęliśmy rozmawiać o Polsce i trudnościach duchowych w kraju, nagle powiedziała, że powinnismy zrobić pewną rzecz. I to może pomóc przełamać duchowy zastój.

Róbcie na każdym spotkaniu kościoła Wieczerzę Pańską – powiedziała stanowczo, w swoim stylu. Znała jeden kościół w Niemczech, który w ten sposób zmienił atmosferę w mieście i ludzie zaczęli pragnąc Boga i przychodzić do kościoła. Wydało mi się to niepraktycznym i trochę niezrozumiałym. Odłożyłem ten pomysł na daleką półkę w swojej głowie. Czasami rozmyślałem nad tym zagadnieniem, ale nie miałem żadnego światła i prowadzenia od Boga.

Minęły dwa lata. I nagle temat wrócił. Zacząłem widzieć w Biblii więcej myśli na ten temat. Gdzieś usłyszałam mocne nauczanie o wieczerzy. I Bóg zaczął mi pokazywać niezgłębione bogactwa.

Kiedy Jezus ogłaszał nowe przymierze powiedział o kielichu – to jest nowe przymierze. Nie mówił, że krew którą przeleje na krzyżu będzie Nowym Przymierzem. Chociaż wiemy, że właśnie ta krew jest krwią przymierza. Ale kielich ostatniej wieczerzy nazwał przymierzem po to, byśmy 2000 lat pózniej mogli doświadczać mocy przymierza. Podnosząc kielich na każdym nabożeństwie, doświadczamy moc Nowego Przymierza, przez który zostały złamane wszystkie mocy diabelskie nad życiem wierzących.

Pewnego razu wierzący z Koryntu zapytały Pawła, dlaczego mimo naszej wiary mamy tyle chorych w kościele i wielu umarło? Takie pytanie musiało zaistnieć, bo Paweł odpowiedział na niego słowami: „dlatego miedzy wami tyle chorych…” Bowiem przystępowali do wieczerzy bez szacunku i wiary. Ja kiedyś myślałem, że dlatego, że mają tyle grzechów, dlatego dopadło ich przekleństwo jako konsekwencje ich grzechów. Ale Paweł nie określił, tego jako przyczyny chorób.

1Kor 11.25 Także i kielich, gdy było po wieczerzy mówiąc: Ten kielich jest nowy testament we krwi mojej; to czyńcie, ilekroć pić będziecie, na pamiątkę moję 26 Albowiem ilekroć byście jedli ten chleb i ten kielich byście pili, śmierć Pańską opowiadajcie, ażby przyszedł. 27 A tak, kto by jadł ten chleb, albo pił ten kielich Pański niegodnie, będzie winien ciała i krwi Pańskiej. 28 Niechże tedy człowiek samego siebie doświadczy, a tak niech je z chleba tego i z kielicha tego niechaj pije. 29 Albowiem kto je i pije niegodnie, sąd sobie samemu je i pije, nie rozsądzając ciała Pańskiego. 30 Dlatego między wami wiele jest słabych i chorych, i niemało ich zasnęło.

W. 25 – kielich jest Nowym Testamentem. Czyli decyzja, że Bóg nas uwolnił i wziął pod ochronę bez naszych wysiłków, a przez wysiłek Jezusa na krzyżu.
W. 26 – śmierć opowiadacie. W momencie śmierci rozdarta się zasłona, która jest symbolem oddzielenia nas od Boga i wszystkich jego łask.
W. 29 – slowo, które znaczy rozróżniać. Jeśli nie widzisz ciała i krwi w symbolach wina i chleba, to spożywasz niegodnie. To nie znaczy, że ty jesteś niegodny przez grzech, tylko że nie masz należytego szacunku. I grecki tekst tak to potwierdza. Słowo anaxios znaczy lekceważąc. Jeśli lekceważymy wieczerzę to mamy wiele chorych wsród nas, bo nie mamy dostępu do mocy zawartej w kielichu.

Jan Hus miał objawienie na ten temat. Właśnie symbolem Husytów został kielich otoczony przez promienie, które jakby wychodzą z niego. Historycy mówią, że przez około 100 lat Husyci nie przegrali żadnej bitwy z wojskami katolickich królów, którzy na życzenie Watykanu, chcieli spacyfikować Husycką prowincję. Wojska katolickie widząc flagi z kielichem Nowego Przymierza wpadały w panikę, a nawet zaczynały uciekać. Jeśli symbol na fladze miał taką moc, to jaką potęgę ma Sam Kielich?

Ktoś spytał mnie – i dlaczego zajęło ci 2 lata by to zrozumieć? Dobrze, że tylko tyle, bo niektórzy nie zrozumieli tego przez całe życie. A po drugie ważnym dla mnie jest by Duch Święty wytłumaczył mi to, nie jesteśmy prowadzeni przez ludzi, a przez Boga. Ludzie pomagają rozumieć, ale słowo ma przyjść od Boga.

Od 9 miesięcy mamy na każdym spotkaniu Wieczerzę. Słyszę od ludzi, jak mocno czują dotyk łaski za każdym razem kiedy przystępują do stołu. Czują się wypełnieni Duchem i przezywają obecność Jezusa. Tak jak w drodze do Emaus. W momencie kiedy Jezus złamał chleb z uczniami, zniknął, a im otworzyły się oczy i poznali Jezusa.

Przychodzimy do kościoła każdy z własnymi troskami, ale kiedy jest łamany chleb, to otwierają sie nam oczy. Zaczynamy widzieć Jezusa, a przestajemy widzieć problemy i troski i szarą rzeczywistość. A kiedy widzimy Jezusa przemieniamy się w ten sam obraz.

Precz z tanią łaską. 

Cała rzesza wierzących wykorzystuje łaskę, a raczej ewangelie łaski, by usprawiedliwiać swój grzech. Ale tu powstaje mały problem. Łaski nie da sie wykorzystać dla własnej korzyści. Bo łaska to Jezus.(Jan 1,17) Boga nie da sie wykorzystywać. 

 Jeśli ktoś poznał łaskę płynącą z Golgoty, przestaje żyć niegodziwie. Bo spotkanie z Jezusem odmienia los. Jeśli ktoś, kto twierdzi, że żyje w łasce i grzeszy, nie poznał jej! Nie poznał Jezusa. 

Przez 20 lat służby nigdy nie spotkałem takich, co twierdzą, że są w łasce i świadomie grzeszą. Myślę, że większość z nas też takich nie wiedziała na oczy. Jednocześnie internet jest zalewany kazaniami i atakami na grzesznikow, używających łaski do usprawiedliwienia własnego bezbożnego życia. 

Rzecz w tym, że atakujący łaskę kaznodzieje nie zrozumieli tego, że to nie łaska jest winna. Przecież tylko łaska uwalnia i daje zbawienie. Żyłem kiedyś pod prawem. I byłem dumny z prawa w którym żyłem, bo byłem zakonnikiem. Jednocześnie nie radziłem sobie z masą grzechów. Pewnego dnia przyjąłem zbawienie z łaski i poczułem jak ze mnie spadł ogromny ciężar. Grzechy z którymi nie radziłem sobie, też zniknęły. 

Jest inna rzesza wierzących, którzy odrzucają ewangelię łaski i grzeszą tak samo jak tamci, i z całych sił starają się wykonywać prawo, by przynajmniej przy ludziach wypaść dobrze. I tez im nie udaje się żyć święcie, tak jak nie udawało sie mnie. 

Są zbory, ktore szukają umocnienia w prawie, a są zbory, ktore szukają umocnienia w łasce. 

Z obserwacji wiem, że jedni i drudzy mają podobną w procentach ilość ludzi oddanych Bogu. Ci od prawa są bardziej poważni i skupieni na dziele Pana, a ci od łaski są bardziej wyluzowani i radośni i też są skupieni na służbie Panu. Dlaczego tak jest? Duzo zależy od osobistej relacji z Jezusem, w która my, protestanci święcie wierzymy. Dlatego często niezależnie od kierunku kazań w zborach, w oparciu o osobistą wież z Jezusem, ludzie są naśladowcami Pana. Tyle że jedni są poważni, a inni radośni. 

Ci od prawa twierdza że „łaskawcy” są w grzechu, bo ich luz jest podejrzany. A łaskawi o prawicowych mówią, że są zbyt sfrustrowani i mroczni, a Duch Święty taki nie jest. I trwa dyskusja odwieczna. 

Wakacje i ferie spędzałem często na zakarpackiej wsi u mojej matki chrzestnej. Ta wieś w połowie była katolicka, a w połowie kalwińska.  Kościoły stały niedaleko od siebie. Idąc na mszę jedni i drudzy spotykały się na skrzyżowaniu i ogólnie znali się, jak to na wsi bywa. Ja wtedy chodziłem do kościoła katolickiego. Właśnie od katolików ze wsi duzo słyszałem rożnych historii o kalwinach. Ogólnie wieś mówiła o tym, że oni są strasznymi grzesznikami. Mianowicie, że piją, klną, zachodzą w ciążę przed ślubem i inne pospolite grzechy poełniają. Byłem oburzony taka postawą kalwinów. A zwłaszcza tym, że klnęli ponoć. A najgorsze w tym wszystkim było to, że oni uczą w kościele o łasce, ze to ona ich zbawiła. Nie wiem, czy owi kalwini naprawdę tacy byli, jak wieś o nich mowila, ale napewno takimi byli katolicy, bo byłem jednym z nich. Te same pospolite grzechy popełnialiśmy, tylko kazania były nie o łasce a o groźnym i karzących Bogu. A ni jedni, a ni drudzy nie żyli święcie. Ale byłem zbulwersowany, że mowili o łasce. Dzis już rozumiem, co mnie oburzało. O tym później. 

Ja zawsze szukałem Boga i Jego prawdy, zanim zostałem katolikiem już czytałem Biblię i byłem zachwycony kazaniem na górze, ktorego nie mogłem przestać czytać przez trzy miesiące, tak mnie podnosiło to słowo z Ewangelii Mateusza. Dlatego wybrałem się na nabożeństwo do kalwinów. Bo wszystko, co Boże mnie pociągało. Przy okazji chciałem zobaczyć jacy oni są niemoralni i jak klną na swoich nabożeństwach łaski. Byłem zdziwiony brakiem obrazów, krzyży, witraży. Białe ściany i cytaty z Biblii na nich. Bardzo to mnie zdziwiło. Po prawosławnym i katolickim przepychu wyglądali jak nędznicy. „No to już rozumiem, dlaczego są tacy, nie mają kasy i klną na Boga, a on im odpuszcza, bo ubolewa nad ich nędznym losem!” – wydedukowałem, niczym mentalista serialowy. Zaczęło się nabożeństwo. Pastor był ubrany w czarną togę, żadnych kolorów. To potwierdzało moją tezę skąd mają taką frustrację. Ich liturgia zawierała słowo o łasce, ale wszystko było zamknięte w obrządku. Obrządek ten był uboższy (przecież wiadomo), niż katolicki, ale wciąż to był obrządek. Dziś, po latach ja się śmieję z tych moich rozważań. Ale też wiecej rozumiem. Ich słowo o łasce nie było żywym i nie miało siły. Były to skostniałe obrządki. I dlatego łaska nie zmieniała ich, by byli lepsi. Bo litera zabija, Duch ożywia! Byli tacy sami jak katolicy, tyle ze o jeden grzech mniej mieli – nie mieli bałwochwalstwa i czczenia ludzi. Babcie na tym nabożeństwie były miłe, żadna nie przeklęła na mój widok. Pastor był skupiony i poważny w modlitwie. A pieśni chwaliły Jezusa i Słowo. 

W końcu tak i nie dowiedziałem się czy tamci kalwini byli aż takimi wrednymi, jak wieś mówiła. Może to była zwykła zazdrość tylko?

Ludzie robią pochopne wnioski, widząc członków kościoła łaski, którzy żyją niemoralnie i od razu zwalają winę na łaskę. Prawda jest taka, że jeśli ktoś żyje w grzechu, łaski nie poznał. 

Jak można atakować nauczanie łaski i koscioly łaski? Przecież to łaska zbawia! Łaska to duch Jezusa. To synonim działania Ducha Świętego. 

Z łaski jestesmy zbawieni przez wiarę. Efezjan 2,8

 Łaska nas zbawia nawet kiedy już jestesmy chrześcijanami. List do Efezjan był listem do kościoła i zawracał uwagę koscioła na działanie łaski. Bo nasza cielesność zawsze chce pomoc Bogu, przez uczynki, wprowadzenie prawa, specjalnych modlitw, szkół uwolnienia etc. W Jezusie mamy wolność, tylko nie korzystamy z niej. Cały drugi rozdział mówi o tym ze jestesmy uwolnienie od szatana i kto to robi? Łaska! Dlatego diabeł atakuje nauczanie łaski, bo wie, że tylko ona może go załatwić. 

Efezjan 1, 2 Łaska wam i pokój od Boga, Ojca naszego i od Pana Jezusa Chrystusa.

Tu łaska pochodzi od Jezusa. Głosząc łaskę – głosimy moc, która wypływa wprost z Niego! Czy może byc ona TANIA? Nie, wielka cena jest zapłacona. Kiedy chwalimy Placido Domingo za jego głos, to nie mówimy to w oderwaniu od niego. Ten głos nie wisi w powietrzu. Jest częścią osobowości śpiewaka, pracował nad tym głosem, kształcił talent. Także jest z łaską – jest częścią osoby Jezusa! Jezus nawet umarł za tę łaskę. Kiedy ja mowię o łasce, mowię o Jezusie w ten sposob, o jego dziele naszego zbawienia. 

Tytusa 2,11 Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi, 12nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli,

Zwróć uwagę. Łaska naucza. To znaczy kiedy człowiek trafi pod działanie łaski, ona go zaczyna nauczać jak żyć. Tyle Kazań powiedziałem o tym jak żyć, a efekt był marny, bo to nie ja mam uczyć o życiu tylko łaska. Moim zadaniem jest przyprowadzić kościół do Jezusa i jego łaski. A łaska nauczy świętości. Nie tylko nauczy, ale tez uzdolni!

Rzymian 6,14 Albowiem grzech nad wami panować nie będzie, bo nie jesteście pod zakonem, lecz pod łaską.

Jakie to proste! Przyjdź pod łaskę, a grzech przestanie panować nad Tobą. Dobra Nowina! Pod łaskę przychodzimy przez wiarę. Wiara jest w sercu, mam w to wierzyć, iż łaska mnie uwolni. Aby uwierzyć w łaskę musi byc pokuta. Czyli z greki – przemiana myślenia. Zacznij myślec, że to łaska cie uwalnia!

Tym 2,1 Ty więc, synu mój, wzmacniaj się w łasce, która jest w Jezusie Chrystusie. 

Głosząc łaskę – głoszę Jezusa. 

Zapraszam do tej wspólnej podróży odkrywania głębokości i mądrości, która jest w Jezusie i jego łasce. 

 

Wybory

W niedzielę nie będziemy wybierać arcykapłana czy biskupa. Będą to wybory prezydenta. Od spraw moralnych jest kościół. 

Zadaniem prezydenta jest przede wszystkim pilnowanie, by była stabilizacja ekonomiczna i przeprowadzane reformy. 

Prezydent wyznacza głowę NBP, który dba o to, by kurs złotego był stabilny. O ile, nie dzieją się rzeczy, jak z frankiem szwajcarskim, kiedy to Szwajcarzy spowodowali zmianę kursu na całym świecie. Nudna prezedentura Komorowskiego odpowiada tym wymogom. Jest podobna do prezedentury rządzących w większości krajów Europiejsckich, gdzie życie toczy się według planu. Nieprzywidywalny i chaotyczny rewolucjonista szkodzi. Cierpi kurs walut, inwestorzy uciekają. Tak się dzieje na Wegrzech, co doprowadziło Węgry do kłaniania się Moskwie.  Choć na początku nie mieli takich zamiarów. Ostatnie doniesienia o tym, że Orban spłacił kredyty, nie jest wielce pocieszające, bo stoi za tym Kreml. 

Po drugie. Prezydent podpisuje ustawy przyjęte przez parlament. Polska wciąż robi reformy, by życie było na wyższym poziomie. Reformy są niewygodne i często zwykły człowiek cierpi, ale potem jest lepiej. Najgorzej było za prezydenta Kaczyńskiego, który nakładał weto na ważne ustawy. Myślałem dlaczego tak robił. Podstawowa przyczyną może być światopogląd katolicki, który już przez wieki pokazuje różnicę między bogatą północną Europą protestancką, a biedniejszą południową, katolicką. Duda jest z tego samego obozu i będzie raczej zachowywał się podobnie – hamować niepopularne reformy. 

Krytyk PO, Balcerowicz, zapytany czy pomysł Dudy na powstrzymanie emigracji zarobkowej jest dobry powiedział, że nie. To co proponuje Duda, skończy się jeszcze większą emigracją. Główną przyczyną takiej sytuacji nazwał, o ile dobrze pamiętam, że na jego reformy pójdą państwowe pieniądze. Za tym pójdzie podwyższenie podatków, bo ktoś za to musi zapłacić. Obniżenie wieku emerytalnego – Niemcy na to nie stać, dlatego tak mają. Nie będzie stać też Polski. W tym momencie jest to mitem, że obniży się wiek odejścia na emeryturę. I jeszcze kilka mechanizmów ekonomicznych spowoduje odejście inwestorów. Na przykład większy podatek dla zagranicznych centrów handlowych. Przestanie im się opłacać działać w Polsce. Tysiące stracą prace. To jest czysta matematyka. Nie jestem ekonomistą, więc darujcie mi dość powierzchowne wyjaśnienie tej sprawy. 

Zagłosuję na nudnego. 

Pastorzy gwiazdorzy.

Co jakiś czas w necie zjawiają się artykuły w których są krytykowani tak zwane gwiazdy Chrzescijanskie. Chodzi w nich o pastorów dużych i bogatych kościołów. Przeważnie kościołów z USA. Bo tam są duże kościoły. Duże koscioly istnieją tez za nasza wschodnia granica. Choć nie sa aż tak duże w porównaniu do tych z krainy bigmacow i big brotherow. I rzeczywiście istnieje taki problem w świecie kościelnym. Polega on na tym, że czasami pastorzy wielkich służb wpadają w pychę i zaczynaja gwiazdorzyć. Osobiście z takimi się spotykałem.  I nie zawsze poziom gwiazdorstwa zależał od wielkości służby. Pocieszającym jest fakt, że tego typu pastorow i nauczycieli jest mało. Bo o wzrost kościoła odpowiada Bóg, ktory nie powierza byle komu cennych dusz swoich dzieci. 

Nie chce teraz rozważać na temat, dlaczego istnieje taki problem. Bo mnie Bog nie daje prawa oceniać i osądzać tego czy innego kaznodzieję. 

Jest gorszy owoc takich nauczań. Duzo gorszy, niż radowanie się z tego, że przyłapaliśmy kolejnego duchownego zza oceanu na upadku.

 Takie nauczania niszczą wszystkie koscioly, uderzają w młodych i niedoświadczonych wierzących, którzy jeszcze nie nauczyli się samodzielnie czytać Biblię i ja rozumieć. Oni potrzebują, by ktoś im wyjaśnił Słowo. Jak zrobił to eunuchowi Filip. Młodym wierzącym jest zasiewana podejrzliwość wobec wszystkich pastorów. Jest zasiewany początek buntu, kiedy będą mieli gorszy dzień – wybuchną.

Zło tych artykułów polega na tym, że my w Polsce nie mamy takich kłopotów. Bo koscioly ewangeliczne są na tyle małe, źe prawdziwych gwiazd jeszcze długo nie będzie. A ci, którzy chcą byc gwiazdami, nie mając wielkich owoców, wyglądają śmiesznie i szkodzą tylko wokół siebie. Prawie nie napisałem – pod siebie. Maja małe rażenie w każdym razie. 

Znam bardzo wielu pastorów polskich. Wiem jak są zmęczeni brakiem owocu na polu ewangelizacyjnym. Ilu jest wyczerpanych i wypalonych. Sam byłem kilka razy w takim miejscu. Wielu przedwcześnie umarło, inni chorują psychosomatycznie. Inni trzymają się, ale ich zony nie wytrzymują. 

Umieszczając nauczania o panach i władcach w kościołach – rujnujemy dzieło ewangelizacji w Polsce. Bo nie mamy panów i królów w naszych kościołach na razie. (Oby przyszło przebudzenie do Polski, a wtedy taki problem się zjawi!) Mamy wyczerpanych i często samotnych w swojej walce braci. Niektórzy z nich nie radzą z emocjami i zamykają się w sobie. A my myślimy, że są aroganccy. 

Inni zaś nie mając zbyt wielkiego wykształcenia, czy wychowania, a wzięli się za pracę, bo nie było nikogo innego w mieście, by budować kościół. A my nazywamy takich gburami, albo religijnymi. 

Inni przez braki w charakterze upadli, ale chcieli inaczej na początku. Bogu jest przykro, a my cieszymy się, bo mówimy – a nie mówiłem? Cieszymy się, bo wielkimi prorokami się poczuliśmy. 

Oczekujemy by myli wiernym nogi, a sami nigdy byśmy im nie umyli nóg. Bo tamten zły jest! Ale Jezus zamierzał myć nogi nawet Judaszowi. Ten był naprawdę niedobry. 

Często takie nauczania są pisane przez naszych rodzimych wierzących, którzy nigdy nie poprowadzili w zbawieniu i wychowaniu choćby 2-3 osoby. Oni nie wiedzą ile cierpliwości się wymaga, by wychować kogoś w wierze. Przecież trudno jest o własne życie się troszczyć, a tutaj musimy jeszcze pamietać o innych. 

Bóg nie daję nam prawa, by osądzać pracowników Ewangelii. Jak zresztą nikogo. Nawet grzeszników. 

Przywódca jest sługą. Inny punkt widzenia.

Prawdziwy lider powinien być sługą. Tęsknimy za takimi ludźmi. Wzorem przywództwa był Jezus. Pełny mocy, a jednocześnie myjący nogi. Nie dał sie obwołać królem. Uciekł. Nie potrzebował ludzkiej promocji, bo królem był. Prawdziwym. Umył nogi uczniom, jak niewolnik, bo to było zadaniem niewolników wówczas. I taka postawa mnie zachwyca. Mycie nóg w tamtych czasach było znakiem najwyższej gościnności. Jesteś tak dla mnie ważnym gościem, że pokazuję to przez mycie twoich zmęczonych i zakurzonych stóp. Nie było to niczym ekstrawaganckim w tych czasach. Dość zwyczajna czynność, tak jak dzisiaj wzięcie kurtki od gościa, nakarmienie. I jeśli jest bardzo zmęczony zabranie do pokoju i położenia na kanapę, póki gospodarz przygotuje obiad. Tutaj nasze pojmowanie służby kończy się. Jest duzo więcej, czym wielcy prorocy służyli.

Jezus będąc wielkim, stawał twarzą w twarz w dyskusji z wielkimi tego swiata. Stawał w obronie ucisnionych przez religię i politykę. Konfrontował obłudę faryzeuszów, którzy krytykowali uzdrowienie i podniesienie biedaków. Wejście do wysokich gabinetów jest większa służbą, niż umycie nóg. Nie każdy może wejść z odwagą w gabinety władzy, tak jak Jezus Nazareński czy Paweł z Tarsu. Ale każdy może umyć nogi. Prorocze przywództwo powinno mieć moc stanąć w imieniu słabszych przed królami i namiestnikami.

A my często sprowadzamy służenie takich ludzi do pozycji „podaj, przynieś, pozamiataj”. Każdy tak potrafi, ale nie każdy ma pozycję, autorytet i władzę, by skutecznie stanąć przed wielkimi tego świata.

Elizeusz kiedyś zaproponował taką usługę. (2 Królewska 4;11-13) „Pewnego razu, gdy znów tam zaszedł i zatrzymał się w izdebce, aby odpocząć, 12. rzekł do swojego sługi Gehaziego: Zawołaj tę Szunamitkę. A gdy ją zawołał, ona stanęła przed nim.
13. Rzekł jeszcze do niego: Powiedz jej: Oto sprawiłaś sobie z powodu nas cały ten kłopot, co można dla ciebie uczynić? Czy można wstawić się za tobą do króla lub do dowódcy wojsk?…”
Prorok, szanowany przez ludzi, był szanowany i przez dowódców. Kiedy naród szanuje swoich prorokow, to wieść o tym szacunku dociera i do królów. To daje władzę, by stanąć w imieniu narodu przed królem i służyć swoim autorytetem. Zamiatać potrafi każdy, nie każdy potrafi odważnie i skutecznie stanąć przed królem.

Mieliśmy pewną sytuację. Kiedy z wojny rosyjsko – ukraińskiej zaczęły przybywać uchodźcy, nikt nie był zainteresowany i przygotowany na ich obecnośc. UE nie potępiła Rosji, a wsparcia dla ofiar agresji tej że Rosji, też nie przygotowała. Odczułem taki stan rzeczy, kiedy poszliśmy z żoną do takiego ośrodka. Wszędzie zamykali przed nami drzwi. To znaczy chcieli zamknąć. Kilkakrotnie. Chciałem już rezygnować. I tu postanowiłem, że będę sługą. Użyje swego autorytetu, jako pastora prawnej i liczącej się denominacji w RP, a żona jako fundator z fundacji pomoże mi. Trzeba było mieć odwagę i nie bać się, ze mogę zostać poniżony przez rożnych dyrektorów.

Ochroniarz w ośrodku zamknął przede mną drzwi dyrektora, bo nie byłem umówiony. Ale moja noga była na progu i drzwi się nie zamknęły. To oburzyło ochroniarza. A dyrektor z oburzeniem spytał: „Kim pan jest?” Przedstawiłem się i przedstawiłem moja żonę. Kazali nam zwrócić się w tej sprawie do pani Ixinskiej. Spytałem, a kto jest osobą decydująca? Usłyszałem: „Ja”. „- to dlaczego odsyłacie nas?” Drzwi sie otworzyły i zaczęliśmy rozmawiać. W tym dniu uzyskaliśmy wszystkie potrzebne dla nas informacje. To było moje „mycie nóg” utrudzonym. Emocje w nas tak buszowaly i byliśmy tak roztrzęsieni, że długo nie mogliśmy się wyciszyć i odpocząć psychicznie. Myślałem wtedy, że wolałbym odkurzać kościół po nabożeństwie niż załatwiać takie rzeczy. Nikt nie wie, że to jest bardzo trudna część pastorskiej służby. Właśnie służby. Jestem sługą dla tych, kto nie może zrobić tych rzeczy. Bo nie został powołany w pozycję autorytetu.

Margaret Thatcher powiedziała, że gdyby dobry Samarytanin nie miał pieniędzy (środków i możliwości), to nie mógł by zaopiekować się biedakiem, którego znalazł na drodze.

Błędem w narodzie jest to, że wszystkich chcemy sprowadzić do jednego poziomu. Najlepiej takiego, na którym sam jestem. Mentalność postkomunistyczna. Nie rozumiemy tego, że administrowanie jest też służbą. Najgorszym przypadkiem jest taka sytuacja, kiedy sprzataczkę robimy zarządcą, a zarządcę wysyłamy nosić śmieci. Dla równości. By w pychę nie wpadł. Bycie na świeczniku jest bardzo wyczerpującą pozycją. O ile nie używasz tej pozycji dla własnej chwały. Jeśli robisz to dla własnej chwały, to nie poczujesz ciężaru. Ale jeśli chcesz służyć w tej pozycji zaczynasz odczuwać niezmierne zmęczenie. W świecie liderów socjalnych istnieje nawet pojęcie syndromu wypalenia. Zaczyna on pożerać swoją ofiarę po kilku nieudanych projektach. Większość przywódców po takim przeżyciu nie wraca do swej służby. Chwała Bogu za jego łaskę, która mi pomaga wstawać i iść dalej. I szkoda mi tych wszystkich liderów, którzy nie znają Jezusa i nie maja skąd brać siły, by wstawać.

Chce być takim liderem, który i nogi myje i odważnie do królów chodzi.