Historia naszego kościoła w Warszawie.

Rozdział 1. Historia powstania Spichlerza.

To jest szkic, który będzie cały czas poprawiany.

Powstanie kościoła Spichlerz mocno wiąże z tym jak i dlaczego trafiłem do Polski, ponieważ byłem liderem wokół którego to miało miejsce. Powiem kilka słów o sobie. pochodzę z Ukrainy, urodziłem się i wychowałem się w miejscowości Drohobycz, na południe od Lwowa. Do Polski przyjechałem będąc 23-latkiem by wstąpić do klasztoru Ojców Redemptorystów w Krakowie. Czułem się tam nieswojo i po pierwszym semestrze zrezygnowałem ze studiów filozoficzno-teologicznych które odbywałem jako zakonnik. Możliwe, że pomyliłem się z wyborem zakonu, bo ciągnęła mnie modlitwa i kontemplacja, czego było mało u Redemptorystów, bo mieli inny charakter, niż na przykład benedyktyni. Pół roku póżniej dostałem się do Warszawy na Akademie Teologii Katolickiej – teraz znanej jako UKSW, na wydział teologii katolickiej. Będąc studentem angażowałem się w ruch Odnowy w Duchu Świętym. Grupa działała jako wspólnota akademicka. W tym czasie w Warszawskim ruchu odnowowym działy się mocne i ciekawe rzeczy. Na jednym z takich spotkań przeżyłem potężny dotyk Boży. Stało się to w klasztorze Ojców Paulinów przy ulicy Długiej. Jeden z Paulinów, Ojciec Krzysztof Kowalski przeżył osobistą odnowe i nawrócenie rok lub dwa wcześniej podczas usługi pastora, założyciela kościoła Vineyard, Johna Wimbera, który nauczał na wspólnej konferencji charyzmatycznych katolików i protestantów. Ów ksiądz przyszedł na tę konferencję żeby „pośmiać się z głupich charyzmatyków”. Podczas modlitwy za duchownych i liderów na tej konferencji doświadczył potężnej mocy Bożej która powaliła go na ziemię na której leżał 40 minut doświadczając miłości Bożej. Zaniepokojony ojciec Kowalski wrócił do klasztoru i przez 3 dni nie chciał z nikim rozmawiać. Po tym doświadczeniu ksiądz Kowalski zaczął wyraźnie słyszeć głos Boży. Podczas jego usługi często szczegółowo nazywał choroby, wiek, kolor ubrania osoby która była w tłumie i ci ludzie byli uzdrawiani. Świadectwo nawrócenia doprowadziło do tego, że wszyscy zakonnicy w klasztorze na długiej przeżyli nawrócenie i odnowę, oddali życie Jezusowi, przeżyli chrzest Duchem Świętym, zaczęli modlić się na językach. Tak się stało ponieważ ojciec Kowalski nie słynął z wielkiej pobożności. To doświadczenie zaczęło przyciągać charyzmatycznych katolików i nie tylko. Dużo środowisk muzycznych i rockowych przy usługach Paulinów przeżyło tam swoje nawrócenie, z bardziej znanych to takich jak lider zespołu Armia, Malejonek i inni.

Otóż trafiłem ze swoją wspólnotą na nocne czuwanie z modlitwą charyzmatyczną gdzie byłem świadkiem cudów. Na przykład. Kobieta na wózku inwalidzkim sparaliżowana od 25 lat zaczęła tej nocy chodzić. Wtedy stało się wiele innych cudów. Po tych doświadczeniach tez doznałem dotyku Jezusa Chrystusa i to dało mi zapał aby zacząć usługiwać w darach mocy. Na jednym z takich spotkań ojciec Kowalski miał prorocze słowo które brzmiało parafrazując „jest tutaj student z Ukrainy którego Bóg powołuje by został księdzem i zaczął służyć Bogu na pełen etat”. Co było potwierdzeniem tego po co przyjechałem do Polski i dostałem się na studia teologiczne, bo po zdobyciu magistra teologii katolickiej miałem zamiar wrócić na Ukrainę by zostać duchownym greckokatolickim. Po tych nabożeństwach u paulinów zacząłem doświadczać w swojej usłudze dar proroctwa i słowa wiedzy.

Jakiś miesiąc lub dwa pózniej podczas ewangelizacji w więzieniu ukraińskim miałem proroctwo do więźniów, że są uzdrawiane chore nerki. Okazało się że zostały wtedy uzdrowione 3 osoby. Jednym z nich był pastor baptystów który zabrał mnie na tę ewangelizację, oraz dwóch więźniów. Jeden z tych więźniów nawrócił się wtedy, i obecnie jest biskupem kościoła baptystów gdzieś w Rosji.

Od tego momentu zacząłem usługiwać jako charyzmatyczny ewangelista we wspólnotach w Polsce i byłem przy zakładaniu dwóch wspólnot odnowy w Duchu Świętym w Drohobyczu i Tarnopolu na Ukrainie które istnieją do dzisiaj pozostając w KK.

W Warszawie angażowałem się w służbę w odnowie w Duch Świętym we wspólnotach pod kierownictwem między innymi takich księży jak Grefkowicz, Trzciński i włoski ksiądz Ricardo Argañaraz, który jest założycielem katolickiego ruchu „Wspólnota Jana Chrzciciela”.

Ten włoski ksiądz wywarł ogromny wpływ na moją usługę, ponieważ też posługiwał się darem uzdrawiania i słowem wiedzy. Była sytuacja gdy w klasztorze sióstr przy ulicy Żelaznej – gdzie ks. Ricardo nocował zawsze, gdy przyjeżdżał do Polski z usługą, podczas mszy z modlitwą o uzdrowienie jedna z sióstr zakonnych z dużą wadą wzroku zaczęła bardzo źle widzieć przez swoje okulary, i kiedy je zdjęła zorientowała się że jej wzrok został całkowicie uzdrowiony. Takie rzeczy robiły duże wrażenie na mnie. Charakterystyczną cechą duchowości tego księdza było to, że swój dzień zaczynał od głośnej modlitwy w językach. Mieszkając na trzecim pietrze klasztoru, to jego modlitwę dało sie usłyszeć w klasztornej piwnicy. W podobny sposób modlił się na mszach i nabożeństwach, aczkolwiek nieco ciszej. A w ten sam mocny sposób modlili sie w gronie liderskim Andrzej i ksiądz Piotr, który był gospodarzem tego Włocha. „Taki styl modlitwy okazał się zaraźliwy, ponieważ był to rodzaj manifestacji wolności w Duchu Świętym i mocy. Niczym nie skrępowana modlitwa w językach, jak by nie miała ograniczeń” – myślałem sobie. Stąd się wziął charakterystyczny styl modlitwy na językach w Spichlerzu, głośnej i energicznej modlitwy. Taka głośna modlitwa w językach, na pograniczu krzyku, była praktykowana w późniejszej wspólnocie katolickiej, którą prowadziłem.

Na zaproszenie księdza wikariusza z parafii przy ulicy Gwieździstej miałem się podzielić swoim świadectwem nawrócenia dla kandydatów do bierzmowania. Na tych spotkaniach kilka osób przyjęło Jezusa i doświadczyło chrztu Duchem Świętym. Wsród tych nawróconych były moja przyszła żona Maja i jedna z pierwszych liderek uwielbienia „Grupy Uwielbienia Spichlerz” w kościele Spichlerz Ewa Nowakowska ( teraz Horodycka, rodzona siostra Justyny Poniatowskiej). Po tym spotkaniu powstała więź z księdzem Markiem, który zaprosił mnie, abym pomagał mu w prowadzeniu wspólnoty przy parafii na Gwieździstej. To były początki przyszłego kościoła, bo wtedy zacząłem regularnie głosić w tej wspólnocie, moim głoszeniem towarzyszyły uzdrowienia, znaki, chrzty w Duchu Świętym. Niektóre nabożeństwa były tak pełne mocy, że na nie przychodziły osoby z kościołów zielonoświątkowych. Ludzie doświadczali wyłania mocy, że pod mocą Bożą leżeli po kilka godzin i byli tak namaszczeni, że śmiali się podczas modlitwy, przeżywali wewnętrzne uzdrowienia, fizyczne jak i emocjonalne.

Jedno z ciekawych wydarzeń które warto opisać wyglądało tak; młoda kobieta przywiozła karetką ze szpitala swoją matkę która miała raka mózgu, była sparaliżowana po nieudanej operacji, wnieśli ją na nabożeństwo na noszach i podczas modlitwy za nią ta kobieta potrafiła usiąść. Kiedy ją przywieźli za tydzień już w pozycji siedzącej na wózku, po kolejnej modlitwie za nią zaczęła chodzić, a na swoje trzecie spotkanie przyszła o własnych i siłach i złożyła świadectwo o swoim uzdrowieniu. Coraz więcej ludzi przychodziło na te spotkania, na niektórych tych spotkaniach uczestniczyło nawet do tysiąca osób i zawsze na tych spotkaniach były znaki i uzdrowienia. W tym samym czasie w parafii powstały głosy sprzeciwu, że to co się dzieje na tych spotkaniach to niej jest duchowość katolicka. Grupa aktywistów parafialnych napisała donos do dziekana wydziału gdzie studiowałem, najpierw były zbierane podpisy chodząc do parafian, miedzy innymi prosili o podpis ojca Mai – już wtedy narzeczonej, ale ten odmówił.

Po wakacjach ksiądz Marek poprosił Mnie abym już nie przychodził do jego parafii na jakiekolwiek przyszłe wydarzenia. W tym czasie byłem już na swoim piątym roku studiów. Kilka miesięcy pózniej zdałem egzamin „ex universa theologia” co według Kościoła Katolickiego było potwierdzeniem, że jestem uznany przez Kościół, jako teolog katolicki. Kilka miesięcy pózniej zostałem zawieszony w prawach studenta i nie zostałem dopuszczony do swojej obrony pracy magisterskiej.

Wszystko to się odbywało pod płaszczykiem zarzutów, że nie radzę sobie ze studiami. Ostatni egzamin został przeniesiony przez księdza profesora na wieczór ostatniego dnia sesji. Z księżmi trzeba było się umawiać na zdawanie egzaminów indywidualnie. Następnego dnia, poszedłem do dziekanatu by podbić indeks, na potwierdzenie, że sesja została zaliczona. W dziekanacie, natomiast usłyszałem, że zostałem skreślony z listy studentów, bo sesja skończyła się wczoraj. Ale było jedno ale! Wszyscy studenci tak robili, przychodzili po pieczątkę do dziekanatu po terminie. Tak było przez wszystkie 5 lat studiów, ale nie tym razem. Wyglądało to na zmowę milczenia. Po złożeniu odwołania od decyzji dziekana o skreśleniu, miesiąc czy dwa póżniej odbył się sąd dyscyplinarny, gdzie już otwartym tekstem były postawione zarzuty. Brzmiały one mniej więcej tak – uzdrawiacz ludzi niewiadomo jaką mocą, odrzucasz kult maryjny, buntujesz parafian i ogólnie takie zachowanie hańbi imię naszej uczelni, dlatego nie możesz być naszym studentem. Komisja dyscyplinarna się składała z 6-7 księży i 2-3 studentów. Komisji przewodniczył ksiądz-dziekan wydziału prawa, który miał oficerski stopień wojskowy i był ubrany w mundur i koloratkę. Na tę rozprawę nawet przyjechała mama z Ukrainy, by ewentualnie z kimś porozmawiać, i cytując Tołstoja – „ale nikt nie okazał zainteresowania zapłakanej i martwiącej się kobiecie”.

Po wydaleniu z parafii i ze studiów nasza grupa jeszcze przez rok z przyjaciółmi ze wspólnoty spotykali się na modlitwach szukając Bożego prowadzenia. Napisze kilka nazwisk, mam nadzieję, że się nie obrażą. Może kogoś pominę, bo pamięć jest krótka. Użyje nazwisk dziewczyn po mężach. Justyna Poniatowska, Ewa Horodycka, Sylwia Poplawska, Kasia Talbot, Marta Zmorka, Ania Klopocka, Alicja Zawadzka, Tomek Orzechowski i inni. Czasami te spotkania były w domu u Zawadzkich, a czasami w domu Dobrzyckich, Ani i Marty.

Tak opisuje to socjolog dr Ariel Zieliński „Na trzy miesiące przed absolutorium Andrzej Stepanow został wyrzucony z uczelni. (…) w tym okresie wspomniane dziesięć osób „wzięto na rozmowę i zabronili im kontaktów z Andrzejem, mówiąc, że jest on heretykiem.””

I pamietam to zamieszanie w naszych głowach. Byliśmy w głębokim szoku po tym jak to się wszystko wydarzyło. Wtedy jeszcze mieliśmy przekonanie, że Kosciol Katolicki nie jest aż tak zepsuty i że są jeszcze w nim porządni ludzi. Ale nie mieliśmy szans takich spotkać. Gromadziliśmy się w tym czasie przez cały rok w domach na modlitwę i studiowania Biblii. Ja przygotowywałem nauczania. Ale najcześciej to było trwanie w modlitwie i uwielbieniu. Szukaliśmy prowadzenia bożego w tym, co powinniśmy robić dalej. Dowiedzieliśmy się, że w parafii wcześniej powstała grupa inicjatywna, która zbierała podpisy pod listem do mojego dziekana, z prośbą by mnie wydalić z uczelni. Wielu znajomych i przyjaciół odwróciło się ode mnie i od naszej grupki. Zaczęli traktować nas wrogo. Nie witali się z nami, wyzywali od sekciarzy i zwiedzonych. Popularna wówczas gazeta „Życie” napisała artykuł szkalujący mnie, to była zwyczajna świecka gazeta, ale było wielkie zainteresowanie tematem. Artykuł był zbudowany w oparciu o wywiad z księdzem Markiem i zawierał dużo kłamstw”.

W książce Ariela Zielińskiego tak się wypowiadam: „W pewnym momencie, kiedy wspólnota była coraz większa, zabronili mi to robić. Mniej więcej rok po rozmowie z dziekanem wrócił z wakacji i poszedł do księdza, który opiekował się wspólnotą. Został powitany przez niego bardzo chłodno. Mój rozmówca odczytał tę sytuację jako komunikat, że nie powinien się tam pojawiać. Niedługo później powiedziano mu, żeby już nie przychodził na spotkania wspólnoty i usunął w cień, aby nie gorszyć ludzi.”

Za Arielem Zielińskim: „Grupa nadal się spotykała, wszyscy mocno przeżywali to, co się stało. Jednocześnie wtedy już przewartościowanie wartości. Coraz częściej bywali na nabożeństwach protestanckich zamiast uczestniczyć w mszy św., choć ciągle jeszcze chodzili do kościoła. Czytali Biblię i coraz bardziej po imieniu nazywali to, co w doktrynie katolickiej wydawało im się błędne.”

Po roku takich spotkań w domu, postanowiliśmy wynająć salę i zacząć spotykać się jako wspólnota. Wtedy nazwali wspólnotę „Tylko Jezus”. W tym czasie do Polski przyjechał T. L. Osborne, amerykański ewangelista, znany z licznych uzdrowień. To był okres kiedy wspólnota była zawieszona między katolicyzmem, a nazwijmy to „protestantyzmem”. Wówczas zostałem zaproszony przez Amerykanów by wziąć udział w tych spotkaniach, ale też jakby nieco od kuchni, bo był zaproszony przez Amerykańską, ekipę by pomagać. W ten sposób bywał na spotkaniach „poza sceną” i mogłem nawet osobiście rozmawiać z T.L. Osbornem. Podczas jednej z modlitw Osborne prorokował do Mnie. Powiedział miedzy innymi coś takiego: „Ty zmienisz Polskę”. Te słowa długo pomagały ostać się w różnych trudnych chwilach powstawania nowego kościoła. Na spotkaniach ewangelizacyjnych, prowadzonych przez Osborne’a kilka osób ze wspólnoty oddało życie Jezusowi i narodziło się z Ducha. Te osoby po dzień dzisiejszy są wierzącymi i aktywnymi uczestnikami kościelnego życia. Tak opisuje to Ariel Zieliński: „Jak opowiada Andrzej Stepanov „Decyzja została podjęta: „Po prostu postanowiliśmy, że przestajemy być katolikami i że jesteśmy Kościołem chrześcijańskim.” Po ewangelizacjach w Polsce Osborne jechał do Kijowa, by prowadzić ewangelizacyjne spotkania w Ukrainie. Gospodarzem w Kijowie był młody pastor Sunday Adelaja, pochodzący z Nigerii. W ten sposób „Spichlerz” na długo został związany z tym pastorem i kościołem. A nawet ja nieco później, jako pastor został postawiony przez Adelaję, biskupem kościołów „Ambasada Boża” w Polsce. Tych kościołów jeszcze nie było, ale zadaniem moim było pomagać w ich powstawaniu.

Ewangelizacje w Kijowie zrobiły ogromne wrażenie na mnie i na mojej narzeczonej. Po pierwsze były większe tłumy, niż w Warszawie, które brały w spotkaniach udział i było dużo więcej cudów niż w Polsce. Chociaż by dla przykładu powiem. coś takiego się stało – na scenie siedziała matka z e sparaliżowanym dzieckiem, które miało około 9-10 lat. Chłopczyk miał wykręcone nogi i ręce przez chorobę i sam nie chodził. Podczas modlitwy o uzdrowienie zaczął chodzić po scenie po raz pierwszy w życiu. Stało się to oczach tysięcy ludzi. Tłum szalał z radości. Wtedy posypały się uzdrowienia jak z rękawa. Patrzyłem na Maję, która stała zapłakana ze wzruszenia i ekscytacji. Tam w Kijowie odwiedzając charyzmatyczne kościoły, Maja powiedziała mi, ze nie chce już być katoliczką. Coś było w atmosferze tych kościołów, które widzieliśmy, mocno nadprzyrodzone. To tam chwyciliśmy wizję tego jak ma wyglądać przebudzenie o którym dużo się mówiło w Polsce, ale mało kto brał w nim udział. My to doświadczyliśmy w Kijowie. Rano będąc w jednym kościele, liczącym 7 tysięcy członków, a wieczorem w innym nie dużo mniejszym. I w każdym kościele, na każdym nabożeństwie dziesiątki, czasami setki ludzi oddawało życie Jezusowi wśród znaków i cudów. Na pewnej konferencji po wezwaniu do zbawienia wyszło ponad 900 osób do zbawienia.

Po takich przeżyciach doświadczenia Jezusa już nie miałem żadnych wątpliwości, by zacząć budować kościół podobny do tych, które widziałem w Kijowie. Udało się znaleźć denominację, która przyjęła wspólnotę, jako zbór. Był to Kościół Chrześcijan Wiary Ewangelicznej z siedzibą w Lublinie. Zbór został zrejestrowany pod nazwą „Spichlerz”. Zmiana nazwy została podyktowana z przyczyn praktycznych i teologicznych, by nie być kojarzonym z tak zwanym „Jesus only” i z W. Branham’em. Choć lata póżniej miałem żal z powodu tej zmiany, bo w Polsce ten ruch jest mało znany i raczej nie był by kojarzony z nimi. Ale zrobiłem to pod namową Amerykanów, którzy byli mocno wyczuleni na to. Nazwa „Spichlerz” przyszła stąd, że usłyszałem, że w blokach byłego Bloku Warszawskiego był problem z przechowywaniem zboża. Technologia magazynów – spichlerzy była zła i przestarzała. Heroiczny wysiłek zbierania żniw szedł na marne, bo około 90% plonów po prostu gniło. Spichlerz miał się kojarzyć z miejscem zachowania plonów dla Boga.

2. Krótka historia dalszych dziejów Spichlerza.

Zaczęło się życie kościelne – zbieranie podpisów członków założycieli, rejestracja w MSWiA, wyjazd na kolegium pastorów by zostać przyjętym i ordynowanym do służby itd itd. Powstanie organizacji kościelnej jest związane z biurowym zamieszaniem. A zwłaszcza w czasach, kiedy rejestracja kościoła wiązała się z liczba członków. Trzeba było ich mieć 100. A w KChWE dla rejestracji zboru wystarczało chyba 10. I tyle podpisantów akurat mieliśmy. Trudno było wynająć sale, jeszcze trudniej było ją utrzymać. Ku mojemu zdziwieniu ludzie o nas się dowiedzieli i zaczęli nas odwiedzać. To były czasy bez internetu. Nie można było umieścić wydarzenia na Facebooku aby zaprosić ludzi, tak jak to się dzieje dziś. Ludzie o nas mówili sami i szukali. To było nadprzyrodzone, a nie facebookowe! Kiedyś wykupiliśmy w metrze reklamy i nas to kosztowało. Przez dwa miesiące podróżujący metrem czytali o naszym kościele. Wtedy już mieliśmy nawet stronę internetową. Ale z reklamy przyszła tylko jedna osoba. Robert, któremu mówiłem, że jest najdroższym naszym nabytkiem, bo kosztował nam 25 tysięcy. Wtedy dolar był około 2 złotych.

Jednym z momentów, który przyspieszył wzrost kościoła było przyjście do Spichlerza i dołączenie do kościoła członków zespołu „Sixteen”. To było coś! To był znany zespół, bo reprezentował Polskę na Eurowizji 1998r. Przyjście ich do kościoła miało plusy i minusy. Minusem było to, że popularne gazety pisały o nich, że to jest sekta. My tez musieliśmy zwalczać pomówienia katolickie, że jesteśmy sektą. Ale kiedy świat niewierzący mówi o tobie, że jesteś sektą, to dużo gorzej, bo dla katolików wszyscy są sektą tak lub inaczej. Otóż było to trudne, przyjęcie razem z dobrymi muzykami famę o tym, że sekta dołączyła do sekty. Innymi słowy sekta do kwadratu. „O matko Bosko!”- powiedział by Robert Postek. Ale ja się tym nie przejmowałem, wierzyłem, że Bóg nas uratuje nawet i przed Sixteen 🙂

Wśród nich też był znany w latach 2010-2021 (piszę to w 2021, daj Boże tobie Grzesiu kolejnych owocnych dwudziestoleci!) w kręgach muzyków chrześcijańskich Grzegorz Kloc. Poświęciłem mu dużo czasu i serca, bo jeszcze wtedy borykał się z alkoholem i innymi grzechami. Ale Bog go zmienił na naszych oczach! Jestem bardzo dumny z Grzegorza!

Zespołowi warto poświecić parę zdań. Oni trafili do kościoła w opłakanym stanie duchowym. Ich wiara miała mocne odchylenia. Przez kilka lat osobiście prowadziłem ich w poznawaniu Biblii i wspólnej modlitwie i uwielbieniu. Był to trudny i chwalebny okres jednocześnie. Trudny dlatego że oni się nie modlili wspólnie prawie, a odrazu prorokowali do siebie. A potem wypełniali te proroctwa. I myślę, że wielu z tych proroctw było fałszywymi. W ten sposób powstało kilka małżeństw, niektóre się rozpadły po jakimś czasie. Biblia też nie była bardzo ważna dla nich, przynajmniej tak to wyglądało wtedy. Słowo i praca z nimi zaczęło przynosić efekty. Moim powołaniem było szukanie Jezusa i uwielbienie, napisałem nawet książkę o uwielbieniu „Zbuduj mi świątynię”. Bóg tak jakby przyprowadził ten zespół do kościoła w odpowiedzi na objawienie, które nosiłem w sercu. Ten kościelny zespół nazwaliśmy „Grupa uwielbienia Spichlerz”. Zaczęły powstawać pieśni uwielbienia, które dotykały serca wielu wierzących. Te pieśni byly śpiewane w wielu kościołach Polski i w kościołach polonijnych, na przykład w Kanadzie czy USA.

Bóg prowadził mnie w rozwijaniu uwielbienia Jezusa dalej i dalej – zaczęliśmy organizować z kościołem „Noce Chwały”. To było coś całkiem nowego w Polsce. Nikt wcześniej nie robił takich spotkań. Teraz już noce chwały czy wieczora chwały stały się normalnym zjawiskiem. Chodziło o to, że gromadziliśmy się na całonocną modlitwę uwielbienia, zapraszając zespoły i wykonawców z innych kościołów Polski i z zagranicy. Ludzie zjeżdżali się z całej Polski i nawet z ościennych państw, z Niemiec czy z Czech. To były chwalebne czasy. Sukces zespołu zawdzięczam Mirkowi Hoduniowi jako dyrektorowi muzycznemu (to on był na Eurowizji, bo jest świetnym muzykiem) i Ewie Horodyckiej, która była liderką duchowo-modlitewną grupy uwielbienia. Kiedy Mirek wyjechał do Szkocji, a Ewa przestała być liderką, wszystko podupadło. Przez tamten okres nagraliśmy około 10 płyt.

Poza tym powstał w kościele zespół hiphopowy „Elohim” w którym też grali muzycy z kościoła, liderem zespołu był Roman Horodycki. Ten sam skład też zorganizował projekt pod nazwą „Evident”. Teledyski raperskie z naszego kościoła trafiły nawet do muzycznej telewizji.

Muzyczne talenty i dary kościoła przyczyniły się do rozwoju kościoła i to było ważnym filarem w naszym rozwoju. Za co jestem bardzo wdzięczny im wszystkim. Poza muzyką inwestowaliśmy jako kościół w nauczanie. Założyłem , pod natchnieniem Bożym kilka szkól biblijnych. „Przełom” – ogólna szkoła rozwoju wiary. „Pokolenie Judy” – szkoła uwielbienia. „Jozue” – szkoła dla liderów i pastorów. Programy dla szkół tworzyłem przeważnie ja osobiście. I w większości wykładałem tez ja, pomagały mi Maja, Ewa, Mirek. Do szkoły przyjepzdzało tez sporo ludzi z Polski i trochę z zagranicy. Na pierwszy rok zapisało się około 60 osób, to było bardzo dużo, jeśli brać pod uwagę liczebność kościołów i innych szkól w tamtym czasie. Szkoły pomogły stworzyć mocny fundament w postaci silnych wierzących, znających swój cel i powołanie. Szkoła też miała filie w innych miastach. Mianowicie w Gdańsku i w Seaford w Anglii. Jeździłem do Anglii przez rok z wykładami.

Pomogliśmy jako kościół w powstawaniu innych kościołów, niektóre wciąż istnieją jako samodzielne zbory – w Zielonej Górze, Wałbrzychu, Gdańsku, Cieszynie i innych mniejszych miejscowościach. Pomagaliśmy tym pastorom finansowo – każdego wspierając przez dwa lata. Dawaliśmy tyle pieniędzy, że mogli oni utrzymywać się samodzielnie przez miesiąc. Kościół nasz przyczynił się bardzo mocno w rozwój kościoła Polsce.

Jako były katolik przyciągałem innych katolików, którzy szukali wyjścia z katolicyzmu i chcieli dalej wzrastać w Jezusie. Relacji ze mną szukali księża, którzy chcieli zostać protestantami i nawet pastorami. Jeden z księży przychodził po kryjomu na nasze nabożeństwa i został uzdrowiony. A przyjechał do Warszawy się leczyć i był w szpitalu, z którego wychodził, by przyjść do nas. Miałem słowo prorocze o tej chorobie i uzdrowieniu. I on został uzdrowiony podczas tego nabożeństwa! Później ten ksiądz został pastorem na południu Polski. Inny ksiądz zaprosił mnie na parafię by tam głosić. Chciał też odejść z Kościoła Katolickiego. To była nie łatwa decyzja. Teraz jest modne w Polsce odchodzenie z katolicyzmu, ale wtedy KK trzymał się bardzo mocno. A w małych miejscowościach ludzie się bali iść na wojnę z katolicyzmem. Otóż namawiałem tego księdza by nie odchodził sam, a poprowadził swoją wspólnotę młodych ze sobą. I tak się stało. Powstał kościół w Zielonej Górze. Innym razem zadzwonił do mnie ksiądz z Rzymu, chciał porozmawiać o wierze! Później też został pastorem. No i też „udzieliłem” mu ślubu. Dowiedziałem się, że wielu księży słucha moich kazań w internecie, a nawet czasami bywają na nabożeństwach. Innym razem zgłosiła się zakonnica, którą ochrzciłem, ona pozostała w zakonie, bo nie była młoda i nie miała dokąd iść. Ogólnie pomogłem 8 księżom wyjść z KK, i dlatego episkopat rozesłał moje zdjęcia po parafiach, by „uważano na tego pana”. Dzisiaj dowiedziałem się o niedawnej wizycie (za oknem jest 2021r) byłego proboszcza ks. Michalaka na parafii w której powstawała nasza wspólnota. W internecie pod tą wiadomością zjawił się wpis mniej więcej takiej treści – a to ten proboszcz za którego kadencji powstałą sekta i wielu młodych ludzi odeszło. Osiedle wciąż pamięta o tamtych wydarzeniach.

Teraz, kiedy myślę o tych sprawach, to przychodzi jasne zrozumienie, że te rzeczy się działy , nie dlatego, że byłem jakiś wyjątkowy, a dlatego, że to była suwerenna ręka B oża. W tamtym czasie dużo spraw przypisywałem sobie, modlitwom kościoła, postom i innym dyscyplinom duchowym. Dlatego też nie wszystko było takie gładkie i różowe w życiu naszego kościoła. Bóg nie pozwala swojej chwały przypisywać ludziom. Z powodu moich osobistych błędów i decyzji stał się rozłam, wielu ludzi odeszło z kościoła. Powstało około 7 grup, które postanowiły być samodzielnymi kościołami. Były to grupki 7-10 osobowe.

I potem stała się rzecz niespodziewana. Odkryłem dla siebie czym jest łaska. I kościół zaczął zmieniać kierunek, to był bardzo bolesny okres, bo większość kościoła tego nie zniosła i też odeszła do bardziej „tradycyjnych” zborów. O tym będzie kolejny rozdział.

Historia naszych wierzeń i teologii.

Będąc jeszcze we wspólnocie katolickiej, odkryliśmy dla siebie osobę Jezusa. Był to żywy i kochający Pan, a bardziej przyjaciel.

W protestanckim świecie zaczęliśmy poznawać ewangeliczne prawo. Przyjaciel Jezus stał się wymagającym belfrem z którym lepiej jest nie konfliktować, bo będzie żle.

W osobistym studiowaniu listu do Rzymian, zobaczyłem, że św. Paweł uczy inaczej, niż cały znany nam świat protestancki. Mówię o kościołach charyzmatyczno-zielonoświątkowych. Tak zaczął się proces!

Lata pózniej pewien pastor ze stażem, powiedział, że przestał czytać książki chrześcijańskie, bo „nie działają w jego życiu”. Możliwe, że to doświadczenie, bezowocnego chodzenia pod ewangelicznym prawem, przygotowało mnie do przyjęcia łaski. Ale to był zaledwie wstęp, który wzbudzał lekkie pragnienie prawdy.

Zmiany zaczęły się w ten sposób. Kiedy wszystko jeszcze było bardzo dobrze, mieliśmy dobrą frekwencję, nie mieliśmy długów i byliśmy jednym z najbardziej znanych Kościołów w naszym środowisku, postanowiłem robić coś, co było nieznane w środowiskach charyzmatycznych, ale było mi znane z Kościoła Zielonoświątkowego na Ukrainie. Chodzi o „badanie słowa”,czyli studiowanie Biblii zdanie po zdaniu, słowo po słowie, podczas nabożeństwa w środku tygodnia. W tamtym momencie miałem dość natchnionych charyzmatycznych kazań na różne tematy, potrzebowałem czegoś głębszego, solidniejszego. Miałem obawy, czy zbór to zniesie, czy zaakceptuje, ponieważ było to dość nudne z perspektywy przeciętnego członka naszego Kościoła.

Wybrałem (a raczej czułem przynaglenie w duchu, by to zrobić) do studiowania List do Rzymian. Jakże mogłoby być inaczej – ambitne plany muszą iść w parze z ambitnym listem. Nie wiem, czy tak dokładnie myślałem, ale modliłem się o to i taka myśl pojawiła się we mnie w trakcie modlitwy. Dzięki latom studiów teologii katolickiej i ewangelickiej, poznałem grekę, postanowiłem więc podczas rozważania samodzielnie tłumaczyć greckie wersety. Jednocześnie wyjaśniałem znaczenie każdego słowa zgodnie ze słownikiem i wyciągałem odpowiednie wnioski. Na każdym nabożeństwie udawało mi się omówić około czterech wersetów, czyli było to dość szczegółowe omówienie. Analizę Listu do Rzymian zakończyłem po dwóch latach. Zainteresowanie tematem spadało, a pod koniec przychodziło 10 procent początkowej liczby uczestników nabożeństwa.

Tymczasem ja przeżywałem wewnętrzną rewolucję. Zdawałem sobie sprawę, że to, czego nauczałem, było w większości lekko wykrzywione. Niektóre fragmenty zacząłem zupełnie inaczej rozumieć. Zaczęło się od Listu do Rzymian 1,16–17.„Nie wstydzę się bowiem dobrej nowiny — jest w niej moc Boża dla zbawienia każdego, kto wierzy, najpierw Żyda, potem Greka. Objawia ona sprawiedliwość Boga, pochodzącą z wiary i prowadzącą do wiary, zgodnie ze słowami: Sprawiedliwy z wiary żyć będzie.”

Interpretacja tego wersetu, do której byłem przyzwyczajony, różniła się od kontekstu, który dostrzegłem na nowo. W co wierzyłem? Ewangelia musi być głoszona przede wszystkim Żydom i w każdym mieście, każdy Kościół powinien aktywnie docierać do miejscowych Żydów. Bez ich zbawienia nie nastąpi nawrócenie mieszkańców Warszawy czy Kijowa. Brzmi niewiarygodnie? Ale taka interpretacja obowiązuje bodaj we wszystkich wspólnotach Żydów mesjanistycznych i sympatyzujących z nimi wspólnotach pastorów i Kościołów.

Zobaczyłem w tym wersecie coś zupełnie innego. Po pierwsze: dlaczego ktoś się wstydzi Ewangelii? Ponieważ jest ona zgorszeniem dla racjonalnego ludzkiego umysłu, proponuje zbawienie bez naszego wysiłku, jedynie przez wiarę w Jezusa. W niej jest moc ku zbawieniu. A dlaczego najpierw Żyda? Bo Żydzi wierzyli, że są zbawieni przez wykonywanie Prawa albo po prostu przez Prawo, i to dawało im fałszywą ufność, że są zbawieni. Jednocześnie zaś gardzili Ewangelią jako czymś totalnie przeciwnym ich religii uczynków. Dlatego najpierw to właśnie Żydzi muszą uwierzyć, poganie w drugiej kolejności. Święty Paweł wyjaśnia w Liście do Rzymian 1,19, dlaczego tak jest. Poganie nie mają Prawa i przez obserwację natury dochodzą do wiary w Stwórcę, tak więc nie żywią żadnej fałszywej nadziei.

Czytając ten list, zacząłem widzieć, że ja też jestem jak Żyd, który wyznaje własne charyzmatyczno-ewangeliczne prawa i reguły, dzięki którym wydaje mi się, że jestem bliżej Boga. Jednocześnie miałem już dość płytkości własnego Kościoła.

Dziwiło mnie, że apostoł Paweł w swoich listach poświęca tematyce łaski i Prawa większość uwagi i tylko na końcu daje nieliczne wskazówki dotyczące chrześcijańskiego postępowania. Ja zaś w kazaniach brałem te krótkie wskazania i głosiłem z nich, cały czas wierząc, że to jest najważniejsze. Uważałem, że sprawy łaski i Ewangelii są powszechnie znane i teraz musimy pracować nad naszym chrześcijańskim charakterem.

Na nabożeństwach w środku tygodnia nauczałem o życiu z łaski przez wiarę i usprawiedliwieniu w Jezusie, według Listu do Rzymian, a w niedzielę głosiłem kazania tak jak dotychczas. Nie wiedziałem, jak ewangelię łaski wprowadzić do głównego nurtu Kościoła, ponieważ czułem, że wiązałoby się to z całkowitym przeorganizowaniem dotychczasowego porządku.

Pewnego dnia trafiłem na kazanie Josepha Prince’a, którego nota bene nie lubiłem, ale zainteresowało mnie to, że głosił u pastora Joela Osteena, którego zresztą też nie lubiłem. Obaj byli dla mnie zbyt delikatni, jakby zniewieściali, i paradoksalnie to zatrzymało mnie przy telewizorze. Pastor Prince zaczął głosić na temat Jezusa w bardzo prosty i jednocześnie głęboki sposób. W tym kazaniu zobaczyłem Zbawiciela, którego poznałem, kiedy narodziłem się na nowo. Kazanie było skierowane do całego Kościoła i w większości pochodziło z nauczania apostoła Pawła. Dotykało mnie i podnosiło na duchu. Ponieważ objawiało Jezusa i jego dzieło!

Miesiąc później w moje ręce wpadła książka pastora Josepha Prince’a. To znaczy miałem już ją w domu, ale nie interesowała mnie, ale po tym kazaniu znów poczułem, że trzeba ją przeczytać. Kiedy zacząłem ją czytać, zobaczyłem w niej kontynuację moich osobistych odkryć ze studium Listu do Rzymian. Zrozumiałem, że to, co zobaczyłem w Liście do Rzymian, powinienem głosić całemu Kościołowi, przecież jeśli Prince’owi się to udaje, to mnie też powinno się udać. Moje obawy były słuszne, bo zmiana kierunku nauczania napotkała ogromny opór w zborze i około 50 procent członków Kościoła odeszło. Nie żałuję jednak, ponieważ znalazłem duchowe życie. Książka nosi tytuł Przeznaczeni, by królować. Odkryłem łaskę. Która znałem na początku i która mi towarzyszyła do momentu, aż się zanurzyłem w ewangeliczny półświatek.

Wymienię kilka głównych zmian, które przyszły wraz z objawieniem łaski.

1. Nic nie muszę. Mam niezasłużoną przychylność i niezasłużone błogosławieństwo, ponieważ wierzę Jezusowi. I nic nie zależy od moich wysiłków. W charyzmatycznej teologii to ty musiałeś być aktywny by Bóg „się poruszył”. A teraz moim zadaniem jest znaleźć odpoczynek w Jezusie. Być w Nim. Modlitwa przestała bić trudnym i nudnym obowiązkiem, a zaczęła być przywilejem i radością, kiedy znajdowałem czas i szedłem do Boga.

2. Nie mogę stracić zbawienia przez własne grzechy i winy. Ponieważ zbawienie jest dziełem Jezusa, a nie moim. Wcześniej musiałem się pilnować, by utrzymać dar zbawienia.

3. Wierzący nie mogą być opętani, bo większy jest ten kto jest w nas, niż ten, kto jest w świecie.

4. Nie muszę błagać Ducha Świętego by przyszedł, bo już jest z nami.

5. Nie muszę wykonywać różnych czynności, by zmusić Boga, by coś zrobił dla mnie – nocnych modlitw, wykańczających postów, krzyczenia na szatana itd. Już mam wszystko w Jezusie.

6. Jezus stał się w centrum głoszenia i wiary. Bowiem, kiedy przychodzimy do Jezusa, od niego płynie wszystko. Wcześniej płynęło z mojej wiary i decyzji. A powinno płynąć od Jezusa.

7. Jako podsumowanie powiem tak. Wcześniej byliśmy skoncentrowani na sobie i własnych staraniach, a teraz jesteśmy skoncentrowani na Jezusie.

Nie jest tu wszystko wymienione. Napisałem książkę „Reformacja Łaski”, w której wymieniam więcej myśli.

CDN

Bibliografia

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Redemptory%C5%9Bci

https://www.koinoniagb.org/pl/koinonia-pl/historia

https://pl.wikipedia.org/wiki/T.L._Osborn

https://pl.wikipedia.org/wiki/William_Marrion_Branham

https://www.britannica.com/event/Jesus-Only

Andrzej Stepanow „Reformacja łaski” Ustroń. Szaron. 2021r.

Wiara, którą chce wzbudzić Jezus w nas.

Streszczenie kazania z 06.06.2021
Temat: Wiara, która prowadzi. Czy wiara jest budowana w oparciu o cuda i zwycięstwa?
(źródło: https://www.youtube.com/watch?v=5Lzv-qqsfxA) Mt 16,21-23
,,Jezus jest naszym pokojem. Jezus jest naszym spełnieniem się. Jezus jest wszystkim, co mamy. Tak naprawdę On jest wszystkim.’’
,,Cały czas de facto my jesteśmy jakby w nieustającej walce. Co prawda ci, którzy znajdą spoczynek w Jezusie, odpoczynek, szabat w Jezusie, to ta walka staje się lekka. Jezus powiedział,, Moje brzemię jest lekkie.’’ Czyli prawdziwe życie z Jezusem powinno być lekkim. Duchowość Jezusowa ma być lekka. Jeśli męczymy się z naszą duchowością, to nie jest brzemię Jezusowe, to jest brzemię Mojżeszowe raczej.’’
,,Wiara w Boga tylko dla cudów i zwycięskiej postawy może nas doprowadzić do upadku. Jeśli my budujemy naszą wiarę tylko na cudach, tylko na zwycięskich dokonaniach, to może doprowadzić do upadku, bo Bóg czyni cuda, ale nasza wiara ma być oparta na poznawaniu Jezusa Chrystusa.’’
J 6,22-
,,Jezus, kiedy Go o coś się pyta, często odpowiada nie na pytanie, które słyszy, a na motywację, która stoi za tym pytaniem.’’
,,Często nasza cielesność sprowadza wiarę tylko do takich wymiarów, jakby postawić sobie bożka z Cezarei Filipowej.’’
,,Jezus cię kocha. Bezwarunkowo. On nie karze: najpierw się zmień, a potem do mnie przyjdź. On mówi: po prostu przyjdź do mnie takim, jakim jesteś, ja będę cię zmieniał.’’

,,Jezus potrafi wypełnić pustkę naszej duszy tak, że już nie będziesz niczego potrzebował. Karmienie się Panem, napełnienie się Jezusem, jedzenie Jezusa Chrystusa nasyca nas tak, że ty nie będziesz łaknął.’’
,,Przede wszystkim nie patrz na rękę, która daje, patrz na osobę. Wielu ludzi, którzy szukają darów duchowych, darów łaski, charyzmatów, chcą widzieć cuda, znaki, to ludzka natura bardzo lekko ulega takiej pokusie, żeby w pewnym momencie szukać ręki dającej i zapominamy o dawcy. I zawsze zaczynamy czcić bardziej rękę niż dawcę. Jezus mówi – ja nie chcę takich naśladowców, ja chcę żebyście chodzili za mną, ponieważ ja, ja jestem twoim chlebem.’’
,,Jestem za tym żeby modlić się o cuda, modlić się o uzdrowienia, zwyciężać, iść do przodu, ale nie daj Boże, żeby to nie stało się naszym bożkiem. Naszym Bogiem jest Jezus Chrystus. Nie dary, nie proroctwa, nie uzdrowienia, nic z tych rzeczy. My ufamy Jezusowi, że On nas przeprowadza. Alleluja.’’

Nie patrz na rękę, która daje. Patrz na osobę.

Nie masz wpływu na to jak płynie w tobie Życie

„Dlatego jak przez jednego człowieka wszedł na świat grzech, a jako skutek grzechu śmierć, tak też śmierć dotknęła wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli.”

Rzymian 5:12

Otóż wszyscy zgrzeszyli. Bo Adam zgrzeszył. Dlatego smierć przyszła.

Smierć panowała bo Adam zgrzeszył. I my przez to grzeszymy. Nie jesteśmy winni, że jesteśmy grzeszni. Tak samo jak sparaliżowane niemowlę, nie jest winne, że takie się urodziło i jest chore.

I przez Adama, nawet nie grzesząc, tak samo jak on, weszliśmy pod smierć.

„Inaczej też niż w przypadku tego jednego, który zgrzeszył, jest ze wspomnianym darem. O ile wyrok za jeden upadek ściągnął potępienie, o tyle dar łaski niesie usprawiedliwienie z powodu wielu upadków.”

Rzymian 5:16

A w Jezusie mamy życie przez usprawiedliwienie.

Czy jesteśmy grzesznikami ponieważ grzeszymy? Nie, przez Adama nimi jesteśmy z automatu. Jesteśmy jakby tej rasy. Chińczyk jest Chińczykiem, bo mama jest Chinką.

W Jezusie wszystko się zmienia. Jeśli wybrałeś Jezusa zamiast Adama. Jesteś sprawiedliwy bez twojego udziału.

Tak samo jak byliśmy potępionymi grzesznikami też bez naszego udziału.

Nie wybraliśmy Adama, by być w śmierci. Nie mieliśmy wpływu na wybór.

Tak samo wybierając Jezusa, nie mamy wpływu na to, czy jesteśmy usprawiedliwieni. Po prostu jesteśmy usprawiedliwieni bez naszego udziału. Czy stoję czy leżę do Pana należę.

W Adamie byliśmy martwi. W Jezusie jesteśmy ożywieni.

Tak samo, jak nie mieliśmy wpływu na bycie martwym w Adamie. Nie mamy wpływu na to, że żyjemy w Jezusie.

Nie możesz postanowić, by życie przestało w Tobie płynąc. Nie masz na to wpływu. Tak samo jak nie masz wpływu na to, że umrzesz. Zmieniliśmy tożsamość. Zmieniliśmy matkę. Naszą matką jest łaska. „…dar łaski niesie usprawiedliwienie z powodu wielu upadków.”

Rzymian 5:16

Jeśli uwierzyłeś w Jezusa – nie masz wpływu na to, że jesteś błogosławiony i płynie w Tobie życie. To znaczy, że nie możesz zatrzymać życia, które w Tobie płynie.

Wers 17 podaje jedyny warunek. Trzeba przyjąć Jezusa jako obfitość łaski i daru sprawiedliwości. Tak to widzieć. Tak widzieć Jezusa i to co w nim jest. A potem cały czas przyjmować tę obfitość. Którzy przyjmują tę obfitość. Słowo przyjmują – ciągły teraźniejszy czas. Odnawiaj to przyjmowanie obfitości łaski. I będziesz panować, królować w życiu.

Ktoś może się przestraszyć, że to jest jakaś hiperłaska. Musimy starać się żyć święcie, by nie utracić. Spłycasz wszystko. Grzech musi być pokonany dodatkowo przez nasze umartwianie się.

Tę wątpliwość rozwiewa następna myśl, jak by pisana dla nas, tych kto boi się płytkości.

„Moglibyśmy zapytać: Czy więc mamy pozostać w grzechu, by tym bardziej pomnożyć łaskę? W żadnym razie! W jaki sposób my, którzy umarliśmy dla grzechu, mamy nadal w nim żyć?”

Rzymian 6:1-2

Umarliśmy dla grzechu. Już nie jesteś w grzechu Adama i w zniewoleniu starej natury. I ty o tym wiesz, bo czujesz, że zmieniły się pragnienia w sercu w momencie uwierzenia. Żyjesz w Jezusie. Nie jesteś tym starym grzesznikiem. Jesteś nowym stworzeniem w Jezusie.

Podnosi czy odcina?

W Ewangelii Jana jest słowo, które większość Biblii tłumaczy jako odcina albo usuwa, a w oryginalnym tekście greckim jest słowo, którego główne znaczenie jest – podnosi. Odcina czy podnosi? Które znaczenie jest najbliższe duchowi Ewangelii?

Ewangelia Jana 15.2 „Odcina każdy pęd we Mnie nie przynoszący owocu i oczyszcza każdy, który owoc przynosi, aby owocował obficiej.” Jezus jest winoroślą i w nim jest pęd, czyli każdy wierzacy.

W oryginalnym tekście greckim jest użyte słowo αιρει airei (airo bezokolicznik) którego główne znaczenie jest „podnosić”. I to słowo może byś używane w znaczeniu na przykład sprzątania albo podnoszenia kotwicy przez marynarzy. Co może być rozumiane jako usuwanie czegoś ale przez podnoszenie. Już takie znaczenie tego słowa może wzbudzać wątpliwość, że gałąź jest odcinana, bo gałąź zazwyczaj jest wysoko i taką trzeba ciągnąć w dół, do kosza na śmieci, na przykład. I nie ma w słowie greckim „airo” powiązania ze słowem „ciąć” albo „łamać”.

Ale nawet jeśli grecka gramatyka jest tu dwuznaczna, choć jest przewaga w kierunku podnoszenia, to musimy przeczytać całą przypowieść i zobaczyć kontekst tego, kiedy i jak gałąź jest usuwana. Kiedy ja sam zobaczyłem znaczenie tego słowa lata temu, to odrzuciłem to, nie przyjąłem to tłumaczenie do serca. Później wróciłem do badania tekstu. Wiem, że prawidłowa interpretacja rodzi się wtedy, kiedy czytamy to w szerokim kontekście. I to zrobiłem by zobaczyć które tłumaczenie słowa „airo” tu naprawdę odpowiada myśli Pana Jezusa.

A więc, jeśli gałąź jest w winorośli to jest podłączona do wody życia. I jest zasilana przez korzeń czyli Jezusa.

„Przede wszystkim trwajcie we Mnie — a Ja w was. Podobnie jak pęd nie może przynosić owocu sam z siebie, jeśli nie tkwi w winorośli, tak i wy, jeśli nie będziecie trwali we Mnie. Ja jestem winoroślą — wy pędami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi obfity owoc, bo beze Mnie nie jesteście w stanie nic uczynić.”Jana 15:4-5

Jezus uczy, że pęd nie może tego robić sam z siebie. Czyli całą odpowiedzialność za owocowanie Jezus bierze na siebie, a nie zrzuca na nas. Słowo „nie może” po grecku „ou dunatai” ου δυναται. „Dunatai” znaczy „możliwość” albo „zdolność”. Czyli jest niemożliwe albo nie jesteśmy zdolni do owocowania sami siebie. Zatem cała odpowiedzialność jest zdjęta z nas, bo nie jesteśmy nawet zdolni do tego. Odpowiedzialność leży na Jezusie.

Dochodzimy do takiego wniosku – jeśli nie jesteśmy zdolni do owocowania, to było by to wielką niesprawiedliwością nas odciąć. To tak jakby kazać osobie sparaliżowanej biegać, bo jeśli nie zrobi tego, to wrzucamy ją do morza, jako sposób by ją zmotywować do tego, by coś zrobiła ze swoim życiem. Wygląda to na bardzo niesprawiedliwe podejście. I w tym kontekście było by tez nie sprawiedliwe, gdyby Pan odcinał nas, przecież nie jesteśmy nawet zdolni sami owocować.

Dlatego sprawiedliwością by było, że gałąź musi być potraktowana inaczej, niż być odcinana. Już wiemy, że gałąź nie jest winna braku owoców. Dlatego sprawiedliwością będzie zadbanie o nią, by owocowała. Z biologii wiadomo, że kiść winogronowa może budować swój owoc, będąc kiedy jest nad ziemią. Leżąc nie może zbudować kiści owocu.

„Usuwa każdy pęd we Mnie nie przynoszący owocu i oczyszcza każdy, który owoc przynosi, aby owocował obficiej.” Jana 15:2.

Jest jeszcze druga część tego samego wersetu. Owocującą gałąź oczyszcza. Kiedy kiść jest zbudowana, winogrodnik odcina liście, które rzucają cień. Światło jest ważne w procesie dojrzewania. Ale tez ważne jest by usunąć liście, które mogą zabierać ewentualny sok i to zamiast zasilać kiść będą zasilane liście. Taki zabieg gwarantuje lepszy plon.

Na pierwszym miejscu w tym wersecie jest opis gałęzi nieowocującej i to oznacza, że najpierw robi się wszystko by owocowała. A kiedy już owocuje, pomaga się jej w owocowaniu przez oczyszczenie.

„Jeśli ktoś nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak pęd i uschnie. Takie zbiera się, rzuca w ognień — i płoną.” Jana 15:6

I tu dopiero dochodzimy do odrzuceń. 🙂 Warunkiem odrzucenia jest nietrwanie w łozie. Czyli ta przypowieść nie zaczyna się od odrzucenia, do tego dochodzimy aż w wersecie 6.

Musimy wiedzieć, że Jezus był otoczony też Żydami, którzy odrzucili go i nie chcieli trwać w Nim. I takich była większość. Ta większość nie chciała uwierzyć i zostać uczniami Jezusa i trwać w Nim. Tacy sami siebie skazali na wrzucenie do ognia. I są tymi gałęziami odciętymi.

I teraz w tym kontekście gałąź z Jana 15,2 i gałęzi z Jana 15,6 to są różne sytuacje. Jedna jest w krzewie i jej się należy inne traktowanie niż tej gałęzi, która nie jest w krzewie. I to było by logiczne! Gałąź nie może sama wydawać owocu, ale jeśli już jest w krzewie i z jakiegoś powodu nie owocuje, winogrodnik wykonuje zabiegi, by owocowała. Takim zabiegiem jest podniesienie i przywiązanie gałęzi by była bliżej słońca.

Cały kontekst Nowego Testamentu broni wersji „podnosi”, a nie „odcina”!

Ojciec akceptuje syna marnotrawnego i całuje go. A według prawa syn powinien być ukamienowany.

Pasterz zgubionej owcy nie przerobił na szaszłyk. Tylko przyniósł do domu. Knota tlejącego nie dogasił. Nadłamanej gałęzi nie dołamał. Cudzołożnicę nie kamienował, a według prawa powinien. Piotra po trzykrotnej zdradzie, ustanowił jako pasterza owiec swoich. Pawła, który mordował wierzących, nie zabił w drodze do Damaszku, a podniósł do rangi apostoła. Dotykał trędowatych, a prawo nie pozwalało nawet przybliżać się do takich. Wśród tych przykładów obraz owcy jest najbliższy, bo ona nic nie robi by się znaleźć. Znajduje ja Jezus. On ją zanosi, by zadbać o nią, tak jak korzeń dba o gałęzi.

„Teraz zatem nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie.”

Rzymian 8, 1 NIE MA ŻADNEGO POTĘPIENIA

Św. Pawel pisze to do tych, którzy są wciąż jest narażeni na upadki. To jest list do kościoła. To nie jest list ewangelizacyjny do senatu rzymskiego. Kościół ma też członków godnych potępienia, bo wciąż borykają się z upadkami. I właśnie dla takich nie ma potępienia. Cały kontekst Nowego Testamentu broni wersji, że Bóg podnosi, a nie odcina. Nielogiczna boża miłość, która oddała własnego syna na krzyż, będzie do końca wieków niezrozumiała dla ludzi.

Krytycy często mówią już potem, jak to wszystko usłyszą, co napisałem wyżej, że jest warunek – musza trwać w Jezusie! I nie wiadomo, czy Kowalski właśnie trwa bo jego zachowanie jest dość słabe. Mówią, że Jezus odcina tych, kto nie trwa w nim, i takich jest pełno w kościele.

„Jeśli ktoś nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak pęd i uschnie. Takie zbiera się, rzuca w ognień — i płoną. Jeśli trwacie we Mnie i moje słowo trwa w was, proście o cokolwiek chcecie, a stanie się wam —” Jana 15:6-7

Trwanie zaczyna się od momentu uwierzenia.

„Ktokolwiek przyzna, że Jezus jest Synem Boga, w tym trwa Bóg, a on w Bogu” 1 Jana 4,15. Św. Jan wyjaśnia nam tutaj co jest warunkiem trwania, jest to wiara w Jezusa. Pamiętasz moment kiedy uwierzyłeś w Jezusa i jak zmieniło się życie? Wiara w doskonale dzieło krzyża, w miłość Jezusa sprawia trwanie w Nim. Nam zostaje oczekiwać na powstanie owocu. Niektóre gatunki winogron zaczynają owocować po latach. A zwłaszcza te szlachetniejsze gatunki. Czujesz się upadły i bezowocny? To świadczy o 2 rzeczach. Jesteś gatunkiem szlachetnym i wszystko najlepsze dopiero się zaczyna.

Czytaj dalej

Dar języków

Im dłużej wierzę i chodzę z Jezusem, tym mniej mnie fascynują dary duchowe. Zachwyca mnie Jezus! Dawca jest atrakcyjniejszy, niż dary. Mógłbym, tak jakby, żyć bez charyzmatów. Ale o darach ducha jest napisane w Biblii i powinno się to tez brać pod uwagę.

Chciałbym odpowiedzieć na artykuł pastora Bartosika na temat daru języków. Rozumiem, że napisał ten artykuł by bronić wiary i umysłów wiernych Kościoła Reformowanego, którego jest pastorem. Niektóre argumenty są dosyć niedokładne, cytaty biblijne przytaczane przez autora urywają się w połowie tekstu biblijnego. Z drugiej strony myślę, że gdyby ten kościół otworzył się na dary łaski, (tak się tłumaczy słowo charyzmaty) to mogło by to wzbogacić teologię protestancką i przyczynić się do wzrostu i rozwoju Kościoła Reformowanego w Polsce. Ja osobiście bardzo bym się cieszył, słuchając nauczania,o darach duchowych w wydaniu spadkobierców Reformacji.

Nie mogę się zgodzić z pastorem Bartosikiem, że wszyscy mówiący językami muszą wyjść z mroku i że takim trzeba głosić ewangelię. Czasami właśnie niemówiącym językami trzeba głosić ewangelię. Choć również jak i tym mówiącym językami. Kiedyś pewien pastor z tegoż Kosciola Reformowanego powiedział mi, że w jego denominacji są tacy pastorzy, którzy już śmieją się z Łaski i odeszli od czystości doktrynalnej zbawienia z łaski. I wiem, że tak samo wśród charyzmatycznych wierzących są tacy, kto odeszli, albo nigdy nie weszli w zbawienie z łaski. A dary niektórych charyzmatyków są mocno podejrzane i wyglądają na przejawy cielesności.

„Takim środowiskom jednak zamiast wyjaśnień dotyczących języków powinniśmy głosić Ewangelię. Nie powinniśmy ich zachęcać do zmiany przekonań na temat języków, lecz do nawrócenia i wyjścia z mroku innej ewangelii” – pisze autor. Powiało grozą.

Wiem, że „inna ewangelia” według św Pawła jest nauczanie o zbawieniu z uczynków. Dzisiaj kościoły pogrążyły się w legalizmie i uczynkowości, wiem o tym, bo sam w tym byłem. I usłyszeć tę prawdziwą Ewangelię nieraz muszą charyzmatycy, jak i ci z sakramentalnych kościołów. Ale wśród jednych i drugich są tacy, którzy wierzą w zbawienie z łaski.

Zgadzam się z tym, że są przypadki emocjonalnych uniesień, które nie są tym prawdziwym darem języków. I to tez jest oddzielny temat. Duszewna emocjonalność jest często mylona z duchowością.

Autor krytykuje podejście empiryczne (doświadczalne), że to metod niewłaściwa, ponoć taką stosują często charyzmatyczni wierzący. Pisze, że własne doświadczenie, jak w przypadku Adama i Ewy, jest stawiane ponad słowo Boże. Po części jest to dobra myśl, ale nie da się jej zastosować do wszystkiego. Nawet Biblia mówi „skosztujcie i zobaczcie, że dobry jest Pan”, czyli zachęca do empirycznego podejścia do wiary w Boga. A w innym przypadku, wiemy, że błogosławiony jest ten, który nie widział, a uwierzył. Co robić w takim razie? Nie tylko w tym, a zawsze musimy stosować metodę badań opartą na kontekście. Ewie kosztowanie proponował diabeł. Kiedy zaś Bog proponuje, by skosztować, to powinnismy to robić. I tutaj zarzucił bym autorowi błąd „wyrywania z kontekstu”. Metoda badawcza już zaczyna mieć szwank, zanim się rozpoczęła.

Definicja.

Dlaczego zniknął dar języków? Dlaczego wtedy wierzący mieli ten dar, a dziś nie? Mało jest wiary, zatem teraz? Po co w Biblii jest aż tyle o darze języków? Chyba więcej nawet niż o Wieczerzy Pańskiej, w którą wszyscy wierzą. (Nie chodzi mi o powtarzanie tematu wieczerzy przez synoptyków).

Pierwszy raz zjawia się ten dar w Dziejach 2,6-11. Ma wiele znaczeń. Między innymi to, że Ewangelia jest dla wszystkich narodów, łaska jest nie tylko dla Żydów, ale i dla Pogan. Oto apostołowie mówią i słuchacze mają dwojaki odbiór. Jedni słyszą ich we własnym języku, a inni, stojący, tuż obok, nie! Drwią i mówią, że apostołowie są pijani. Czyli słyszą bełkot! Jedni słyszeli ogłaszanie Chwaly Bogu, a inni nie. To jest mocny argument za tym, że to było ciut inne zjawisko, niż zwyczajne mówienie w obcych językach. Bo gdyby tak było, to wszyscy by słyszeli to samo. I druga grupa, drwiących, powiedziała by coś w rodzaju „wykształceni są ci apostołowie” albo „to Jezus miał międzynarodową grupę?”

Dla mnie jest to świadectwo tego, że jedni byli tez pod wpływem Ducha świetego, inni zaś nie. Pod wpływem byli ci, kto rozumiał. Pierwsi „słyszeli własne języki” i dlatego chwile potem, po kazaniu Piotra nawrócili się. Choć może nawrócili się też tamci z obozu drwiących.

Czy był to ewangelizacyjny dar w tym momencie? Raczej nie. Słuchacze byli pielgrzymami żydowskiego pochodzenia i raczej rozumieli język Izraela. Choć według historyków nie wszyscy w diasporze mówili po hebrajsku. Ale nawet gdyby to był dar dla ewangelizacji, to mówili by po kolei, tak by każdy wyraźnie usłyszał.

Wytłumaczenia trzeba szukać w święcie Szawuot. Upamiętnia ono wydarzenie z góry Synaj. I znaczenie dnia Zielonych Świąt jest takie same jak dnia, w którym były dane tablice Zakonu. Kiedyś Mojżesz w ogniu i przy donośnych dźwiękach i trąbach otrzymał tablice i zostało zawarte Stare Przymierze. A tutaj w tym samym dniu, Bóg pieczętuje przymierze łaski. Za Mojżesza odbyło się to w samotności. W Dziejach jest to publiczne i mocno nadprzyrodzone, tak samo, jak było nadprzyrodzone z Mojzeszem. W Wj 20,18 tekst hebrajski mówi o słyszalnych głosach na gorze. Hebrajskie słowo „koli”. W dzień Zielonych Świat znów mamy głosy. To słowo „koli” głos jest użyte w psalmach, jak na przykład – Psalm 5,4 „Panie rano usłysz głos mój”. A tutaj przecież sam Bóg – Duch Święty objawia się i manifestuje się przez uczniów. W Kościele Prawosławnym jest nauczanie o „przebóstwieniu”. Mówi ono o tym, jak Duch Boży przemienia człowieka na obraz Boży. Uczniowie poddali się tej transformacji. Sam Bóg dokonał w nich operacji. I głównym przejawem były języki. To był widzialny przejaw. I co jest ważne, apostołowie widzą podobny przejaw ducha w Dziejach 10 i 19 rozdziałach. Czyli nie był to jednorazowy dar.

„Zaskoczyło to tych wszystkich wierzących, którzy należeli do obrzezanych i przybyli z Piotrem, że i na pogan został wylany dar Ducha Świętego. Słyszeli ich bowiem, jak mówili językami i wywyższali Boga. Wtedy odezwał się Piotr…” Dzieje Apostolskie 10:45-46. Ten fragment wskazuje na to, że ten dar jest modlitewnym darem – wywyższali Boga. Nie ewangelizowali apostołów. Czy siebie. Modlili się, chwaląc Boga.

Definicja daru języków zatem jest to, że był to nadprzyrodzony dar modlitwy, a nie ewangelizacji. Nie musi ten język modlitewny zawierać wszystkie gramatyczne funkcje językowe. Kiedy chwalimy Boga w swoim języku to zazwyczaj jest kilka-kilkanaście słów chwały i wdzięczności. Mało kto modli się, wyrażnie artykułując słowa, w stylu profesora Miodka albo recytuje poetyckie tłumaczenia psalmów. Dlatego empiryczne badanie tego darów, może wprowadzić w zamieszanie.

Sąd czy Zbawienie?

Autor pisze, że te języki były znakiem sądu dla niewiernego Izraela. Ale czytamy w Dziejach 2, że w tym dniu 3000 osób się nawróciło, a za czasów Mojżesza po nadaniu prawa 3000 osób musiało zginąć. Zobacz Wyjścia 32, 28-29. Nowe przymierze przyniosło życie, stare przynosiło śmierć dla niewiernych. To była manifestacja Zbawienia w tym dniu. To było potwierdzenie tego, że sąd wylał się na Golgocie, żeby teraz świętować Usprawiedliwienie z wiary.

Przy zawarciu Starego Przymierza był dany znak namacalny w postaci tablic Zakonu, Wyjścia 31, 18. I znak duchowy w postaci szabatu, Wyjścia 31, 13-14. To były znaki Starego Przymierza, które towarzyszyły Izraelowi. Według tej analogii mamy też znaki Nowego przymierza. Które objawiły się na Ostatniej Wieczerzy i w Dzień Zielonych świąt. Daru modlitwy w językach nie umiem sprowadzić tylko do jednorazowej manifestacji. Jak już o tym pisałem wcześniej. Tablice wskazywały na Prawo, kto wypełnia, ten żyć będzie. Wieczerza wskazuje na Jezusa, „czyńcie na Moją pamiątkę”. Kto Jezusa poznaje, ten żyć będzie.

Widzimy analogię między Starym i Nowym. W Starym Przymierzu były najważniejsze dwa znaki – symbole. Tablice Prawa i Szabat. Znakiem Nowego Przymierza jest Wieczerza Pańska. Modlitewne Języki są szabatem. Wieczerza jest jak Tablice Zakonu. Mojzesz mówi – kto je spełni będzie żył. Jezus mówi – kto będzie to spożywał będzie miał życie. Szabat wprowadza w odpoczynek po tygodniu pracy. Modlitwa wprowadza w duchowy odpoczynek. Luz i radość. Trwogi zrzucone na Jezusa. To dlatego drwiący w Dziejach 2 zwrócili na to uwagę. „Są pijani!” – orzekli. Musiał być to dominujący zarzut, bo apostoł Piotr od tego zaczął swoje kazanie. Byli w uniesieniu, wszyscy to widzieli i dlatego Piotr od tego zaczął. Za dużo tutaj jest znaczących szczegółów, by zatrzymać się tylko na wersecie z wyliczaniem dialektów i języków okolicznych ludów.

W tak znaczącym wydarzeniu, którym jest zawarcie Nowego przymierza, nadanie językom rangi tylko jednorazowego przejawu, było by niesprawiedliwym. Wierzę, że Bóg dał to dla wszystkich wierzących. Choć nie wszyscy ten dar mieli. Św. Paweł mówi – chciałbym by wszyscy mówili językami, 1Kor12,5. On nie mówił, że nie mają zbawienia, bez języków. Ale było to dla niego ważne. A to już inna sprawa dlaczego, było to ważne. Pokazuję tylko, że temat języków nie został zamknięty w Dziejach 2. A jest rozwijany przez apostoła, który nie był obecny w Wieczerniku w dzień Pięćdziesiątnicy.

Czy dar języków był znakiem sądu, jak pisze autor? To ciekawa myśl. Pasuje do wydarzeń, ale nie ma temu potwierdzenia w Nowym Testamencie. Listy apostolskie wymieniają dar języków w innym kontekście – jako dar dla umacniania się duchowego i jako dar modlitwy. Żydzi mają rodzaj śpiewu zwany nigun, w którym śpiewają wymyślone sylaby bez znaczenia. Pomaga im to bawić się śpiewaniem, kiedy już nie ma słów, a chce dalej śpiewać. W 1 Koryntian 12 i 14 rozdziałach jest wymieniany nie tylko dar języków, a nawet dar interpretacji języków. W liście do Rzymian 8, 26 jest wymieniany jako westchnienia. Dużo wersetów jest na temat języków w Nowym Testamencie, na tyle dużo, że trudno jest ten temat sprowadzić do jednorazowego wydarzenia i wyrzucić. Ale nawet to nie jest najważniejsze, ale to, czym był dzień Zielonych Świąt w historii Zbawienia.

P. S. O darze języków mówię więcej w tym nagraniu. https://youtu.be/-a7OflxH7sI

Польща, подібно до України, відривалася від російської економіки.

То як це відбувалося в Польщі є подібним до того, що діється в Україні тепер.

Польща по економічним показникам вийшла на дуже

високе місце серед країн ЄС. Але шлях був нелегкий.

Я живу у Польщі понад 25 років, служу у польській євангельській церкві пастором. А приїхав з України з Дрогобича на навчання до Польщі у 91 році, а до Варшави у 1993 р. Перед тим як Польща стала членом НАТО. Моя дружина є Полькою і її сім’я була заанґажована політично. Її дідо був творцем судової психіатрії у Польщі, і його іменем названа є вулиця у місті Сьвєчє (Świecie). А комуністи заслали його на провінцію. Я багато що чув з перших вуст. І багато, що бачив особисто. Напишу про те, що запам’яталося. Але коротко, щоб не втомити літерами читача.

Це була сіра і мало приваблива країна. Хоча були елементи покращення. Магазини, західні фірми, ресторани тощо. Гарні приватні будинки. А разом з тим дике зубожіння. Люди торгували всюди. В підземних переходах, на зупинках, тротуарах. Впало в очі, те що багато жінок палило цигарки. Забагато. Тепер є інакше. Після розлучення з Росією була висока інфляція. Польський злотий мав багато нулів. Долар був в тисячах злотих. Якщо порівнювати це з гривнею, котра після подібного відриву від Росії у 2014 році теж впала, то Україні ще пощастило. Один долар США коштував тоді кілька тисяч польських злотих!

У тому часі Польща, після перших реформ Бальцеровича, здобула безвіз з Європою. Це не було легко, бо країна мусіла сповнити критерії демократичні і політичні. Почалася масова трудова еміграція на захід Європи. На вулиці було чути фрази на кшталт: «Треба втікати з цієї проклятої країни, тут неможливо жити. Та «Солідарность» довела нас до катастрофи. Президент Валенса це зрадник і ідіот, який руйнує країну і не вміє керувати, і не може створити команду професіоналів». До тепер багато хто в Польщі ненавидить Бальцеровича, а разом з ним Валенсу.

В новинах було постійно чути про мафію, корупцію, економічні «махльойки» і «комбінації» з обкрадання країни. Регулярно когось десь вбивали – в торгових центрах, на базарах, вулицях, кав’ярнях. Мафія прушковська і воломінська була у всіх на вустах. Одна мафія контролювала кордон з бувшим СРСР, інша якісь міністерства і частину парламенту, поліцію, фабрики і казна що ще там. Було враження, що держава нічого не може з тим зробити.

На приклад їм вдалося впровадити такий закон, що церква не мусить розмитнювати авто, що куплене за кордоном. І ось по усій Польщі почалося «пробудження», члени мафії реєстрували нові церкви, а самі ставали єпископами і пасторами. Це був проєвропейський закон який дозволяв на реєстрацію церкви з 10 членами. Дві сім`ї і готове. Такі «церкви» ввозили до країни сотні автомобілів і продавали їх. Були ще якісь дива з іншими законами, що куплялися в парламенті. Майже як в ресторані: «Попрошу один гарячий закон і дві поправки». Такий стан мафійних впливів тривав дуже довго. Складалося враження, що мафія і корупція буде нормою життя у Польщі.

Пізніше усі дізналися, що між «Солідарністю» і комуністами була угода. Комуністи згодилися віддати владу, в замін за те що в них лишаться фабрики, заводи тощо. Так виникла олігархія здружена з мафійним кланами. Не знаю, чи булоб можливе, не згодитися на таке і намагатися забрати владу іншим шляхом. Може й так, але була би кров.

Я собі пояснюю це так. На приклад я є господарем і власником на підприємстві. І мені не дуже йде з тим госодорюванням. Приходить хтось ззовні і каже, що він керуватиме і все направить. Я знаю що мені не виходить, але віддавати не хочу. Кінець кінцем згоджуюся на те, що маєток є мій, але він керує процесами. Якось так домовилися комуністи з «Солідарарністю». Молода польська демократія і «Солідарність» була в іншому положенні. СРСР ще тримався і могло бути набагато гірше ніж на приклад тепер на Донбасі. Кожний компроміс і кожний крок був тоді на вагу золота.

Але в певному моменті все змінилося. Зміни приходили поступово, стрибками якби, звільнення ринку, безвіз, членство в НАТО, але справжні зміни настали після входу до ЄС. Прийшов іншій рівень конкуренції. А це змушує до розвитку.

На зміни Поляки чекали більше 10 років. Європа не хотіла приймати країни, яка не вміє захиститися. Польща отримала завдання збудувати армію, яка відповідає сучасним західним стандартам, тобто Натівським.

Цікаво було бачити як держава якби не переймалася занадто внутрішніми справами (мафія, корупція, безробіття), а усе було скероване на євроінтеграцію. Про це говорилося, писалося, зустрічалося. Якось я потрапив на зустріч єврокомісарів з польськими священниками. Повна зала єпископів, священників і мирян у Єзуїтському інституті на вулиці Раковєцкій. Європейські політики розповідали про ЄС. І заохочували до входу до Європи. Але чому єпископів? Бо церква у Польщі мала величезний авторитет і дякуючи церкві «Солідарність» змогла вистояти.

Все це відбувалося за правління першого незалежного від Росії президента Валенси. То що Україна пережила в 2014, Польща мала в 90х роках. Зусилля Валенси було повністю скероване на відрив від комуни і від Росії. Не видно було великих змін у житті пересічного Ковальського. Ціни за комунальні послуги були дуже високими і так є до тепер. Платня не висока. Їжа дорога, одяг теж. Усі купували одяг у секонд-хенді. І тому на наступних виборах перемагає бувший комуністичний політик Кваснєвський (Можна це порівняти до того як би президентом став Вілкул, Азаров, Новінський або син Януковича). Але зміни вже зайшли так далеко, що новий президент не змінює вже напрямку країни. Польща стає членом НАТО, бо уряд лишився антикомуністичний. Це був 1999 рік, коли народилася моя перша дитина.

Перші реальні зміни почалися при децентралізації. В містах почалися ремонти, будови шкіл і доріг, шпиталів. Найкраще було там де люди серйозно поставилися до цього і пильнували через громадські організації усі процеси. Але були такі громади; в яких нічого не змінювалося. Був занепад і депресія. Навіть сьогодні є такі райони у Польщі. Там де були активні громадяни, в селах і містах кращала інфраструктура, а зарплатня росла.

Після входу Польщі до ЄС відкрився ринок праці. Знов масова трудова еміграція. З моєї церкви виїхало біля 30% членів з сім’ями, дітьми. Продавали навіть нерухомості. Знов було чути – в цій країні нічого не зміниться, тут неможливо жити. З тих, що виїхали – переважно були ті, що хотіли швидкого успіху або європейські зарплати. Коли я їх відвідував, то бачив, що рівень їх життя на справді не змінився. Мешкали в подібних умовах, тобто в 2 кімнатних квартирках, в бідному районі серед емігрантів, більшу частину грошей проїдали. Хоча мали гроші на дітей від держави і дешевше, напів власне помешкання. Це був плюс, але попри такі плюси деякі верталися до Польщі. Заробляли бо на заході багато і так само багато віддавали на життя.

Підсумок зроблю такий.

Поляки не кинулися силою змінювати систему, яку вспадкували від комуни. Не почали вішати і розстрілювати ворогів нового шляху і корупціонерів. (Хоча праця теж робилася у цьому напрямку). Скерували своє зусилля на впровадження країни до НАТО і разом з цим зламалися перші корупційні схеми. Бо мусіли впровадити нову якість і підхід у сфері військовій, бюджетній, промисловій. В країні почали діяти теж натівські спецслужби, а проти них мафії вже було складніше пручатися. Не легко злапати кожного злодія на гарячому. Але коли система міняється, певні речі вже не є можливі для злодіїв. Про це знають пострадянські „економісти” і тому не хочуть України в НАТО. Рівень зарплатні піднявся у військовій сфері і це впровадило конкуренцію на ринок праці.

Вступ до ЄС відкрив ринок праці і навчання в Європі. Знов конкуренція зробила черговий поштовх для піднесення життєвого рівня. Поліція Польщі почала арештовувати втікачів-корупціонерів у цілій Єврпопі. Почало бути невигідно жити не чесно.

Хочемо того чи ні, але євроінтеграція є цивілізаційним вибором.

Андрій Степанов

Andrzej Stepanow

Dyskusja o łasce z pastorem, który nie zrozumiał.

Pewien pastor zechciał być kiedyś w naszym kościele, więc postanowiłem przybliżyć mu naszą wizję, teologię, nauczanie. Najprościej wydało mi się było dać mu do przeczytania książkę w tematyce przybliżonej do naszej wizji. Pasowała do tego książka J. Prince’a „Przeznaczeni, by królować”. Po niedokładnym przeczytaniu tej książki powstała dyskusja pisemna, którą przytoczę niżej. Dlaczego niedokładnej? Bo według tego co pisał, tak to zrozumiałem, bo nie było merytoryczne, to co zarzucał. Miłej lektury!

Moje odpowiedzi są pogrubione.

Problematyka nauczania „Łaski” i kwestie z tym związane

Okazało się, że niesamowicie sie różnimy 🙂 tam gdzie widzisz problematykę ja doświadczam wolności, zbawienia, miłości i szczęścia! Niżej krótko odpisałem na każda ważniejsza tezę, która prezentujesz. Robiłem to w pośpiechu by wypuścić emocje z siebie. Jeśli dojdzie potrzeba kiedyś to może pochyłe sie głębiej. Ale po to by na wszystko odpowiedzieć, trzeba będzie odrazu pisać książkę. Moje odpowiedzi sa grubsza czcionką. Najpierw podam definicję łaski. W NT greckie haris jest to „niezasłużona przychylność” bez warunków. W ST hebr. słowo hesed, które znaczy miłosierdzie. Z kontekstu całej Biblii wynika, że jest to coś całkowicie niezasłużone. Ew. Jana mówi, że prawo przyszło przez Mojżesza, a łaska przez Jezusa. Trzeba wybrać czyim uczniem jestesmy. Jezusa czy Mojżesza. A to pociąga za sobą poważne konsekwencje. Wielu powie jestem uczniem Jezusa, a w rzeczywistości są uczniami Mojżesza. Kiedy NT mowi o łasce, to znaczy że nic z naszych ludzkich wysiłków nie możemy dodać. Nic znaczy nic. Nawet wiara jest owocem łaski. Jeśli ktoś wierzy, modli sie, nie grzeszy jest wyłącznie zasługą łaski. Nie wy mnie wybraliście, a ja was wybrałem. Naturalny umysł chce zawsze dodać od siebie. I to jest przejaw ludzkiej pychy, która mówi – ja też od siebie coś dodam, bo bez mojego udziału to nie działa. I to jest Mojżesz. My zawsze chcemy do Bożego działania dołączyć od siebie by napewno wszystko było udane. Sztuką jest całkowicie spocząć w Nim!

Na wstępie musimy stwierdzić, że nauczanie łaski jest przeciwwagą do nauczania legalistycznego, jakie często pojawia się w chrześcijańskich kręgach. Dla osób, które żyły długo pod duchowym ciężarem ze świadomością, że muszą coś z robić by zyskać Bożą przychylność, dostać Boże błogosławieństwo, tego rodzaju nauczanie jest często uwalniające i daje świeże spojrzenie na Boga. Można też powiedzieć, że dla przygniecionych ciężarem legalizmu osób jest to też pewnego rodzaju terapia. Dla osób, które żyły w martwej religijności i uczynkowości to nauczanie jest jak koło ratunkowe i przyjmowane z wielką radością.

Słowo mówi jak poznaliście Jezusa i tak w nim stójcie. To jest koło ratunkowe dla wszystkich i tak na prawdę jedyne. W uczynkowości (w Mojżeszu) dziś znajduje się większość protestantów.

Generalnie rzecz biorąc w ewangelicznym chrześcijaństwie możemy spotkać dwa skrajne, przeciwstawne sobie nurty: nurt uświęceniowy, który tworzy nadmierną ilość reguł typu wolno / nie wolno / musisz to a tamto robić oraz nurt nauczania łaski (tania łaska, hiper łaska, nazw jakie spotykamy jest wiele), który głosi uwolnienie od wszelkich reguł i zasad.

Nie istnieje takiego nurtu jak hiperłaska. Nikt nigdy nie pokazał mi taki kościół czy służbę. Nikt też siebie nie określił w ten sposób. Ja sam głosząc łaskę mam masę wewnętrznych nakazów serca, bez głoszenia i słuchania ich. Nurt nauczania łaski został nazwany nurtem hiperłaski przez legalistow, by poniżyć łaskę. Oni tak mówią, bo jej nie rozumieją. I nie chcą sie wgłębić nawet. Sama Biblia zaś zostawia 3 zasady w Dz. Apostoł. 15. 28 Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, by nie nakładać na was żadnego innego ciężaru oprócz następujących rzeczy niezbędnych: 29 Wstrzymywać się od mięsa ofiarowanego bałwanom, od krwi, od tego, co zadławione, i od nierządu; jeśli się tych rzeczy wystrzegać będziecie, dobrze uczynicie. Bywajcie zdrowi.

A świętość jest owocem chodzenia w łasce. Łaska to podkładanie nadziei w pełni na Jezusa.

Zwolennicy kierunku uświęcenia skupiają się na rzeczach zewnętrznych, przestrzeganiu prawa itp. A miłośnicy kierunku łaski w skrajnym swoim podejściu przekreślają zasady etyczne oraz negują, że Bóg oczekuje od nas ludzi wierzących odpowiedniego zachowania, które wynika z Jego Słowa. (biblijne zachowanie, jako skutek mojego nawrócenia). Same w sobie prawdy głoszone przez te skrajne kierunki są prawdziwe, ale źle położony nacisk powoduje pojawienie się wypaczenia zdrowej nauki biblijnej i prowadzi na duchowe manowce.

Uważam, że zdrowa nauka biblijna to jest łaska. Bo w Jezusie objawiła sie łaska. A w Mojzesu prawo. Przez Jezusa łaska przyszła. Prawo zabija, duch ożywia. Legalizm prowadzi do śmierci. Łaska do życia. Wypaczenie zdrowej nauki przychodzi przez miksowanie Mojżesza i Jezusa. Przy czym Mojzesz jest ukryty, bo działa przez namnażanie własnych reguł. A NT można streścić w Jn 17.3 – życie jest przez poznanie i relacje z Jezusem. Jeśli cały wysiłek człowieka grzesznego skupić na poznawaniu Jezusa, a nie wykonywaniu czegokolwiek, to nastąpią zmiany. Osobie skupionej na Jezusie wystarczy raz na jakiś czas zwrócić uwagę jednym zdaniem by cos zmienił to następuje zmiana. Osoba skupiona na sobie, na uczynkowosci, nawet 1000 Kazań i karceń nic nie zmienią.

Głoszenie „łaski” bez zdrowego zbalansowania, które wynika z nauki Bożego Słowa może wywoływać uboczne skutki w życiu osoby wierzącej, powodować wiele zagrożeń dla jej duchowego rozwoju. Oto kluczowe sprawy, które wg. mnie pojawiają się w tym kierunku nauczania, które wiążą się z pewnymi niebezpieczeństwami i zagrożeniami:

Łaska i „łaska” Czym chcesz balansować łaskę? Prawem? Mucha psuje olejek aptekarza.

+ ten kierunek nauczania skupia się wyłącznie (lub prawie wyłącznie) na tym, że nasz Bóg jest tylko dobry i nas kocha. Napisano Bóg jest Miłością. My jako jego dzieci nie musimy dokonywać w swoim życiu transformacji swojego zachowania, charakteru, myślenia. Oczywiście prawdą jest, że Bóg jest dobry i nas kocha, ale nie oznacza to, że akceptuje nasze grzechy i grzeszne, niewłaściwe zachowania

+

+ My sami nic nie możemy dokonać! O tym cały Nowy Testament mówi! Po to Jezus umarł. Łaska tylko powoduje zmiany w myśleniu. Nie rozumiem dlaczego Tego nie rozumieją ? Myślenie jest największą twierdza, którą człowiek SAM nie może pokonać.

+

+ Gdyby tak było to w Słowie Bożym nie byłoby ostrzeżeń, jakie wypowiadał Jezus do kościołów, o czym czytamy w Księdze Objawienia, gdzie na 7 kościołów 5 otrzymało reprymendę od Pana Kościoła (np. 3.17). Jakub nie pisałby do wierzących słów, jakie znajdujemy w Liście Jakuba 5.14-15, a Paweł nie dyscyplinowałby Koryntian z powodu ich grzechów 1 Kor 11.27-32 oraz 2 Kor 7.9-10. Gdyby to było wbrew nauczaniu łaski (które to według nauczania J.Prince’a objawił Paweł) to Paweł by tego nie robił, bo nie ma potrzeby dyscyplinować kogoś, którego grzech jest już przebaczony, po co karać za coś, co już zostało przykryte krwią. Nieuważnie czytałeś. Byłaby w tym wewnętrzna sprzeczność.

+

Tutaj mylisz karę i karcenie, napominanie. Ja wierzę w karcenie, które pobudza do szukania łaski by wyjsć z grzechu. Choć w Obj 3.17-19 jest słowo przekonywać i wychowywać. Nie gromić czy karcić. To co polskie tłumaczenia mówią jako gromienie gr tekst mowi paideo jak w słowie pedagogia. Na „domiar złego” w tym fragmencie Obj. 3.17 Jezus napomina wlasnie legalistow, którzy chwała sie swoimi osiągnięciami. I każe im przyjść do niego i u niego kupić,( od słowa wykupić, zdobyć) wiarę. Jakuba 5,15 akurat potwierdza łaskę bo mówi ze grzechy bedą odpuszczone nawet bez pokuty. Dopiero w 16 wers o wyznawaniu grzechów. Nie zależy mi by bronić Prince’a ale u niego jest wychowanie bez potępiania.

Widzimy, więc, że wielokrotnie Bóg napomina nas (co nie oznacza, że potępia, są to dwie zupełnie inne sprawy), nawołuje byśmy odwrócili się od grzechu. To jest prawdziwym przejawem Jego łaski, że z jednej strony mamy Jego przebaczenie, a z drugiej też dostępne dla nas napominanie, które koryguje nasze codzienne życie, prostuje nasze ścieżki i przybliża nas do Boga.

Jednak w tym kierunku nauczania spotykamy się z podejściem, że napomnienie i korekta nie jest od Boga. To nie prawda. Korekta jest w tym nauczaniu. Ona różni sie tym, że przez objawienie łaski i słowo człowiek jest korygowany. Czyli pozytywna i konstruktywna korekta. Jeśli w kościele nie grzmimy na ludzi: ” uważajcie, nie grzeszcie itd” to nie znaczy ze niema korekty. Cud polega na tym ze przy głoszeniu łaski nas koryguje Duch Św. Szatan w ten sposób chce nas potępić. (takie podejście jest niczym innym jak manipulacją Bożym Słowem). A przecież apostoł Piotr przypomina nam o tym, że mamy być tymi, co strzegą swojego umysłu, mamy być trzeźwi, czuwać, być posłuszni Słowu, nie poddawać się rządzom, żyć w bojaźni (1 List Piotra 5.12). Wyrwałeś z kontekstu i przekręciłeś to co mówi Piotr , bo napomina by trwać w łasce!!! 10A Bóg wszelkiej łaski, który was powołał do wiecznej swej chwały w Chrystusie, po krótkotrwałych cierpieniach waszych, sam was do niej przysposobi, utwierdzi, umocni, na trwałym postawi gruncie.

11Jego jest moc na wieki wieków. Amen!

12Przez Sylwana, wiernego wam, jak mniemam, brata, napisałem krótko, napominając i upewniając was, że taka jest prawdziwa łaska Boża; w niej trwajcie!

I ja Ciebie napominam jak Sylwana – trwaj w łasce i czytaj uważnie i w kontekście 🙂

A propos umysłu Piotr mówi tak – 13 Dlatego okiełzajcie umysły wasze i trzeźwymi będąc, połóżcie całkowicie nadzieję waszą w łasce, która wam jest dana w objawieniu się Jezusa Chrystusa.

Musimy kierować swoje umysły do powrotu do łaski, bo nasz naturalny mózg zawsze będzie wypierał łaskę starając sie wziąć wszystko we własne ręce i pod własna kontrole a nie pod kontrole Jezusa. Dlatego jest napisane że łaska jest przez objawienie się Jezusa. Ludzie z naturalnym myśleniem beda mnożyć praktyki, które ich zdaniem przyniosą zmiany – długie pokuty, nieskończone uwolnienia itd.

+ Kwestia pojmowania łaski. Oczywistym faktem jest to, że łaska jest darem od Boga. Człowiek przyjmuje ją poprzez osobistą wiarę w Syna Bożego i to, co On dla nas uczynił na Golgocie. Wiara otwiera drogę do nowego życia z Bogiem a stało się to możliwe dzięki miłości i łasce Boga. Pince w swoim nauczaniu o łasce pomija jednak jedną ze istotnych stron życia chrześcijanina. Mianowicie głosząc łaskę pomija ten jej aspekt, który związany jest z braniem swojego krzyża, zapieraniu się siebie samego, swojego „ja” (starej natury). Mylisz dwie sprawy! Krzyż to jest zapieranie sie własnego myślenia. 22A Piotr, wziąwszy go na stronę, począł go upominać, mówiąc: Miej litość nad sobą, Panie! Nie przyjdzie to na ciebie.

+ 23A On, obróciwszy się, rzekł Piotrowi: Idź precz ode mnie, szatanie! Jesteś mi zgorszeniem, bo nie myślisz o tym, co Boskie, lecz o tym, co ludzkie.

+ 24 Wtedy Jezus rzekł do uczniów swoich: Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie.

+ Co widzimy? Aby pójść za Jezusem trzeba się zaprzeć naturalnego myślenia i przyjąć Boże.

+ Nauczanie łaski wlaśnie pomaga przyjąć objawienie które zmienia postępowanie. Starej natury nie zmienisz przez karcenie! Prince o tym mówi, że stara natura wypiera łaskę, myśląc że sam poradzi sobie przez wykonanie uczynków.

+

+ To co przyciąga ludzi do tego nauczania, czyni je popularnym to fakt, że wierząca osoba już nie musi myśleć o grzechu, nie przejmuje się Bożym karceniem (w tym nauczaniu przecież ono nie istnieje), gdyż to łaska zniosła prawo. Nie ma, więc w tym kierunku konkretnego mocnego głoszenia o porzuceniu starego życia, chorych egoistycznych ambicji. A to także jest przecież częścią Nowego Testamentu. Nie prawda. Łaska działa tylko przez wiarę w Jezusa. Człowiek który uwierzył i poddał sie Jezusowi zmienia swoje życie nie własna mocą, a jego mocą płynąca z krzyża. To, że się nie mówi z ambony – zmień sie, przestań, rób nie oznacza że się nie oczekuje korekty! No i łaska nie zniosą prawo, a wypisała je na sercu. Ten kto jest Pod laska ma wypisane prawo w sobie, a ten kto pod prawem ma wypisane w sobie frustrację.

Prawdziwa łaska jest wyróżnikiem biblijnego chrześcijaństwa, bez niej nie byłoby możliwe poznanie Jezusa. Zawsze o tym musimy pamiętać. Łaska jest niezasłużoną przychylnością Bożą, nasze życie jest możliwe dzięki łasce (o czym słusznie przypomina Prince). Ale nie możemy w tym wszystkim zapominać, że jesteśmy zbawieni z łaski przez wiarę i musimy trwać w wierze, aby łaska mogła się manifestować w naszym życiu. Proste, biblijne zrozumienie łaski znajdujemy w Liście Pawła do Tytusa 2.11. Tzn. łaska dotyczy osoby Jezusa i ma boski wpływy na nasze życie. Uwalnia od grzechu, prowadzi od grzechu do Jezusa. Prawdziwa łaska prowadzi do odwrócenia się od grzechów do posłuszeństwa Jezusowi i….. do transformacji zachowań, charakteru i życia, tak, że stajemy się coraz bardziej podobni do Jezusa wraz z rozwojem naszej osobistej relacji z Bogiem poprzez wiarę w Jezusa Chrystusa. Łaska to wpływ, obecność i moc Boga w naszym życiu. Łaska prowadzi do prawdziwego upamiętania i wzmocnienia intymnej relacji z Bogiem Ojcem. Prawdą jest, że zdrowe Boże dziecko będzie chciało się rozwijać, stawać się osobą podobną do Chrystusa w procesie uświęcenia, który nie jest dziełem człowieka, ale Ducha Świętego.

No wlasnie! I o to chodzi. To łaska transformuje! O tym cały czas mówimy. Tytusa 2.11 Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi, nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli,

Tu jest paradoks wiary. Nie my karcimy, a łaska. Ja głoszę łaskę a ona koryguje. Mądra boska pedagogika. Bo każdy człowiek ma swój rodzaj myślenia. Jedni delikatnie musza być korygowani, a inni mocniej. I łaska wie o tym lepiej niż ja i koryguje. A miłość Boża do upamiętania prowadzi!

Chrześcijanin będzie, więc szukał woli Boga, miłował przykazania i będzie to robił z wdzięczności za Jego łaskę, poświęcając mu swoje życie, trzymając się Boga. Bycie w Królestwie to również przestrzeganie Jego praw 1 Jan 5.3 Mat 22.37-40 – kochamy Boga, bo on pierwszy nas ukochał; a nasza miłość do niego przejawia się w posłuszeństwie Jego przykazaniom (Jezus mówi o dwóch przykazaniach miłości Boga i miłości bliźniego). Zbawienie, jakie dostaliśmy za darmo weryfikujemy poprzez posłuszeństwo prawu Jezusa. Dla Boga ma znacznie, jak prowadzimy nasze życie, jak się zachowujemy. On dalej nienawidzi grzechu, w tej kwestii się nic nie zmieniło. Łaska nie może być przyzwoleniem do trwania w grzechu, traktowania grzechu jako coś co nie ma dla Boga znaczenia. Cały czas obowiązuje nas walka z grzechem i całkowite posłuszeństwo Duchowi. Mamy być coraz bardziej podobni do Jezusa, trzymając się Jego słowa.

Łaska nie jest przyzwoleniem do grzechu a mocą która uwalnia!

+ jednym z podstawowych poglądów tego kierunku jest to, że Bóg nie patrzy już na nasze grzechy, gdyż przez krew Jezusa staliśmy się sprawiedliwi i wszelkie grzechy – przeszłe, teraźniejsze i przyszłe zostały już nam wybaczone a prori. Na tej podstawie różni nauczyciele kierunku „łaski” głoszą, że nie ma potrzeby pokutować i wyznawać swoich grzechów. Duch Święty nie przekonuje już nas o potrzebie wyznawania grzechów (w tym znajduje się pogląd, że pierwszy rozdział I Listu Jana był pisany do gnostyków, co jest nie prawdą). Ale biblijne słowniki o tym piszą! Cały list pierwszy Jana był napisany do gnostyków. A precyzyjniej mówiąc do kościoła, który przebywał pod atakiem gnozy i potrzebował korekty i wzmocnienia doktrynalnego. Prince pisze, że nie musimy już prosić o przebaczenie, bo mamy już przebaczone. Biblijna kolejność się jednak nie zmieniła: grzech – wyznanie grzechu – pokuta – odnowienie relacji z Bogiem. Prezentujesz katolicki punkt widzenia, który został automatycznie przyjęty przez większość protestantów. Grzech- spowiedź – pokuta – powrót do Boga. Ja widzę ciut inaczej. Grzech – przeproszenie – zmiana myślenia – wyznanie usprawiedliwienia – ze Bóg nie odwrócił się. Pokuta czy to jest kajanie sie klęcząc czy zmiana umysłu? Jeśli mówisz o Prince’ie tutaj, to on pokazuje z Biblii, że jeśli zgrzeszyłeś to wyznaj ze jestes usprawiedliwiony i jesteś sprawiedliwością w Jezusie. Jest to wg 1Kor, list który napomina za grzech kazirodztwa i właśnie do TAKICH Paweł pisze ze są sprawiedliwością!!! W ten sposób pokazuje jak można pokonać grzech. Nam nie chodzi tylko o wyznanie grzechu a zniszczenie takowego. By nie żyć chuśtawkowo. A zniszczyć wpływ grzechu możemy przez wyznanie. Tylko wyznanie nie grzechu a sprawiedliwości. To naprawdę daje moc uwolnienia. Nie mowię ty by w ogole nie przyznawać sie do grzechu, ale o zmianie akcentu. Jako katolik wyznawałem grzechy codziennie przed snem. I kilka razy w miesiącu w spowiedzi. Jako protestant robiłem to samo, tylko wg nowej lepszej tradycji, czyli w miejsce sakramentów weszły te same punkty. A efekt był podobny. Były lepsze i gorsze dni. Raz sie czułeś dzieckiem Bożym a raz nie. W łasce nie tracimy synostwa przez błędy i upadki.

Takie spojrzenie prowadzi w życiu wielu wierzących do trwania w kompromisie i byle jakości duchowej. „Jesteś pod łaską a nie pod zakonem, możesz robić wszystko, co ci się podoba” takie zdanie staje się często popularnym stwierdzeniem. nie słyszałem by ktoś tak mówił. Ten kto poznał łaskę unika grzechu, bo prawo jest wypisane w sercach u takich. Ale zawsze sie znajda kłamcy którzy przekręca łaskę na „wszechpozwoleństwo.

Jednak ofiara Jezusa nie daje nam prawa do życia w grzechu, grzeszne życie to nie jest styl jaki mamy prowadzić (1 List Piotra 2.24 – mamy obumrzeć grzechowi) + z tym wiąże się pogląd, że będąc świętymi i nienagannymi w Chrystusie już nie grzeszymy, a więc ja jako chrześcijanin, kiedy upadnę to nie ja upadłem, nie ma, więc odpowiedzialności za grzech, który popełniłem (bo ja go nie popełniłem). Prince mówi, że mamy moc by już w ogóle nie grzeszyć. Jednak to, że nad naszym życiem mamy łaskę nie oznacza, że nie upadamy w grzechy. Nikt z nas nie może powiedzieć sobie i Bogu, że już nie grzeszy, bo oznaczałoby to, że jest doskonały w ciele. Cały czas trwa proces uświęcenia swojego życia, a my dążymy do doskonałości (bo nie jesteśmy w ciele doskonali) – List do Filipian 3.12. Nawet sam Paweł pisze o sobie, że jest grzesznikiem (nie napisał, że był grzesznikiem) 1 Tymoteusz 1.15. Ze względu na swoją grzeszną naturę w dalszym ciągu uważał siebie za grzesznika zbawionego z łaski. Grzech wpływa na naszą relację z Bogiem, na bliskość tej relacji, miłość Boża jest na tyle wspaniała, że mówi nam, kiedy coś nie tak zrobiliśmy, mówi nam prawdę o stanie naszego życia i przyprowadza nas do Niego. Bóg działa w prawdzie, nie tylko w łasce. Prawda i Łaska to dwie stront tego samego Bożego medalu. Oczywiście, że nie jesteśmy potępieni kiedy należymy do Chrystusa, ale jest jeszcze Boże wychowywanie byśmy mogli iść Jego drogą. Pince każe wierzącym wyznawać, że są sprawiedliwością Bożą, ale nie mówi nic o tym by wyznawać swoje grzechy Bogu. Wręcz pisze, coś co trudno nazwać prawdą: „Wyznawanie grzechów przez cały czas ma jeden efekt – uczyni cię bardziej świadomym grzechu.” Inne zdanie „To dar braku potępienia daje ludziom moc by nie grzeszyć.” To jest w sprzeczności z tym co czytamy w Rzymian 8.1. Kto nie ma potępienia? Ten kto jest posłuszny, podporządkowany Bogu, żyjący dzięki Duchowi, a nie dzięki brakowi potępienia. Mamy po prostu inną kolejność. Rz 8.1 ma dwa manuskrypty. Najstarszy mówi tak jak Brytyjka. Nie ma potępienia (piekła) dla tych w Jezusie. I tak wierzymy. Dziecko Boże mimo upadku nie ma potepienia! I to dobra Nowina. Ty dodajesz warunki – posłuszeństwo, poddanie sie. Słowo tych warunków nie dodaje w tym fragmencie. Ciało tutaj jest symbolem opierania sie na prawie , a nie naJezusie. Uważnie przeczytaj Rz 5-7. Prosiłem cię by porozmawiać o tym, a nie pisać. Dużo czasu zabiera. Rz 8 Aby ona sprawiedliwość zakonu była wypełniona w nas, którzy nie według ciała chodzimy, ale według Ducha. 5 Albowiem, którzy są według ciała, o tem myślą, co jest cielesnego; ale którzy są według Ducha, myślą o tem, co jest duchowego. Zwróć uwagę na to że chodzenie wg ciała w wersecie 5 to myślenie oparte na twoim wysiłku , a nie Bożym.

List Jakuba 4.17 – a więc trzeba wiedzieć, co jest dobre żeby to czynić, wiedzieć co jest złe by tego nie robić. A to wiemy znając Boże Przykazania. To wiemy mając Ducha. Paweł mówi, że wszystko to co nie wypływa z wiary jest grzechem i zachęca nas słowem 2 Kor 13.5 byśmy trwali w wierze.

Nauka biblijna jest cały czas ta sama – to grzech jest cały czas naszym największym wrogiem. Jako wierzący nie jestem powołany do tego by trwać w grzechu, nie mogę sobie lekceważyć tego, co mówi Słowo. Paweł jak widzimy w listach wielokrotnie zwracał uwagę wierzącym by nie prowadzili niemoralnego życia, dawał praktyczne wskazówki. Jesteśmy powołani do świętości, a nie bylejakości. Grzech chce zniszczyć świadectwo naszego życia. Krew oczyszcza nas, kiedy chodzimy w światłości, wyznajemy nasze grzechy. 1 Jan 3, 6 i 9 – nie grzeszymy tzn. nie żyjemy w grzechu, tylko go wyznajemy, porządkujemy nasze życie. Wtedy dostępujemy oczyszczenia. Prince pisze: „Podstawa jest taka, ze Duch Święty nigdy nie przekonuje cię o twoich grzechach. On nigdy nie wypomina ci twoich win(…) Ciało Chrystusa żyje w porażce ponieważ wielu wierzących nie rozumie, że Duch Święty jest im dany po to, by przekonywać o sprawiedliwości w Chrystusie. (…) Kiedy upadniesz Duch Święty przekona cię o sprawiedliwości a nie o twoim grzechu” To jest zupełne przekręcenie prawdy. Gdyby Pince miał rację Paweł nie pisałby napomnień dla kościołów w Księdze Objawienia (o czym już wspominałem wcześniej). Tak jakby Prince nie widział różnicy między przekonaniem o grzechu a potępieniem (a może nie chce widzieć?). Duch Święty przekonuje o grzechu (delikatnie, a jednak stanowczo ze względu na swoją łaskę, jaką ma nad nami), diabeł natomiast cały czas przypomina nam upadki by nas potępić. Czyli diabeł i Duch Święty przekonują o tym samym? Tez tak myślałem. Ale już tak nie myślę. Jn 16.8-11 w angielskim dobrze to widać. And when he is come, he will reprove the world of sin, and of righteousness, and of judgment: 9 Of sin, because they believe not on me; 10 Of righteousness, because I go to my Father, and ye see me no more; 11 Of judgment, because the prince of this world is judged. Duch Św przekonuje swiat w grzechu, nie nas. Nas w sprawiedliwości. Nasza natura jest tak grzeszna, żenię musi być o tym przekonywana. Nas trzeba przekonywać w usprawiedliwieniu. Diabeł jest oskarżycielem czyli jego zadaniem jest przypominać nam o grzechu. Gal 3.19 zakon dany przestępcom. Jest jak widać zasadnicza różnica między jednym a drugim. Jan 16.13 oznacza też, że Duch Prawdy doprowadzając nas do prawdy będzie też ostrzegał nas przed grzechem, fałszem etc. Ponieważ Chrystus jest teraz w niebie to Duch na ziemi reprezentuje też Chrystusa. A Chrystus jak już wspomnieliśmy, upomina, zachęca do nawrócenia kościoły w Księdze Objawienia. Duch Święty też to robi względem nas tu i teraz. O takich fragmentach jak Kolosalnie 3.5, Rzymianie 6.11-13 i podobne to już nie będę wspominał.

Inny wątek związany z grzechem to to co mówi Paweł w Rzymianach 7.23 – cały czas trwa wojna, to tłumaczy sytuację w Galacjanach 5.16-17 i zachęca nas w Liście do Tymoteusza 1Tym 4.7 . Piotr w 2 Piotra 1.3-8 rozwija ten temat. Zauważamy, więc, że żadne z tych rzeczy nie jest automatem wypływającym z łaski. Musimy po prostu współpracować z Duchem Świętym w procesie uświecania, upodobniania się do Syna Bożego. Wzrastamy w wierze i poznaniu i Bóg nam przydaje tego co jest nam potrzebne.

+ jak wspomniałem mamy dwa kluczowe kierunki uświęceniowy i kierunek łaski. To jak dwie szyny po których musi jechać pociąg. W kierunku łaski nie znajdziemy więc uświęcenia. Prince pomija te kwestie. Jego zdaniem uświęcenie polegające na poprawie zachowania, działania, myślenia nie jest konieczne (tak to przynajmniej odbieram). Jak się ma do tego fragment z 1 Koryntian 7.1? Przecież jest to wyraźne zawołanie do tego byśmy wzrastali w świętości. Ignorowanie tego nie zmienia naszego życia in plus, wręcz odwrotnie zachęca nas to lekceważenia tematu grzechu. Nieuważnie czytałeś. Ten kto poznał łaskę wszystko to wykonuje.

+ problem wersetu Rzymian 8.1 – Prince mówi, że jego druga część nie istnieje w oryginalnych tekstach, co nie jest prawdą np. Peszitta pokazuje inaczej. Wiele innych starych pism też to zawiera, dlatego też cały znany nam werset 8.1 znalazł się w tzw. tekście większościowym Biblii.

+ Peszitta jest tłumaczeniem na syryjski i nie jest źrodłem. Niektóre części peszitty były tłumaczone z tekstów bizantyjskich, wiec nie możemy brać tego pod uwagę. Ja mam nastepujące objawienie Rz 8.1 nawet jeśli czytać z dopiskiem „ci którzy chodzą w duchu , a nie w ciele”. Jak wcześniej już pokazałem na czym polega chodzenie w ciele. Ten kto jest w Jezusie już nie jest w ciele o ile myśli duchowo i pokłada nadzieje nie w ciele (prawie) a w Jezusie (łasce). Tradycyjnie protestanci używają słowo ciało jako „grzech codzienny”, św. Paweł zaś jako pokładanie sie na prawie. I tu przychodzi zamieszanie! Dla Pawła być w Jezusie oznacza bycie w duchu i już! Naturalny umysł tego nie pojmuje dlatego nie rozumieją tego.

+ zacieranie różnicy między świętością jaką mamy w sensie pozycji w Chrystusie i świętością w sensie świadectwa życia. Jesteśmy usprawiedliwieni i jednocześnie podlegamy uświęceniu (co jest procesem), a stan uwielbiony czeka na nas w przyszłości kiedy staniemy przed Bożym tronem. (Rzym 8.29)

+ Prince pisze „Drogi przyjacielu, Bóg nie oczekuje od ciebie, byś badał swoje serce w poszukiwaniu grzechów, zanim będziesz mógł przyjść i go uwielbiać” Prawda jest jednak inna i w Starym i Nowym Testamencie czytamy by mieć czyste serce, co oznacza usunięcie grzechu i prawe postępowanie. Paweł pisze w 2 Kor 13.5 – badajcie samych siebie. Znów wyrywasz werset z kontekstu! Mówi tu doświadczajcie czy jesteście w wierze i czy jesteście w Jezusie. Bo jeśli jesteś w Jezusie to moc uwalnia Ciebie spod władzy grzechu. Nie mówi o badaniu własnych grzechów. Cała sztuka polega na tym, by oderwać oczy od własnych ułomności i skierować je na Jezusa. To jest główne przesłanie nauczania łaski. A kiedy patrzysz na Jezusa, to przyjdzie prowadzenie co masz zrobić z sobą. Płakać, dziękować, uwielbiać czy przepraszać.

+ możemy też zauważyć inne pomijania ważnych fragmentów Bożego Słowa np. pominiecie skruchy syna w przypowieści o synu marnotrawnym, czy też słów Jezusa do prostytutki „idź i nie grzesz więcej”. Takie podejście jest związane z tym o czym pisałem wcześniej mianowicie głoszenie łaski bez pokuty. Prawda jest taka, ze syn przyszedł do upamiętania i pokutował zanim wrócił do domu. Syn marnotrawny najpierw skruchy nie wyrażał – szedł bo było jedzenie. Dopiero po akceptacji ojca wyraził skruchę. Czyli dobroć Boża do upamiętnia prowadzi. Prince wymienia to w swoich książkach. Nie da sie wszystko w jednej napisać. On pokazuje ze najpierw jest łaska, a za nią następują zmiana. I tak ma wyglądać życie wierzących. Pod laską cały czas. RZ. 6. 14 Albowiem grzech nad wami panować nie będzie, bo nie jesteście pod zakonem, lecz pod łaską.

+ Prince „Drogi przyjacielu, Bóg nie dokonuje dzisiaj sądu nad grzechami Ameryki ani żadnego innego kraju. Ameryka i jej grzechy zostały już osądzone. Gdzie ? Na krzyżu Jezusa” Prince naucza, że nie będzie sądu nad żadnym krajem – ani teraz ani później. Jezus mówi coś zupełnie innego. (Łukasz 17.26-27, Marek 6.11, Mateusz 10.15 nie mówiąc o Objawieniu 11.18 i inne wersety z tej księgi).

+ „W momencie przyjęcia Jezusa Bóg dał Ci na zawsze szóstkę za godne stanie przy Nim” – to niestety jest piękne ale nie prawdziwe zdanie. Czeka nas sąd – Rzym 14.10, 2 Kor 5.10, czy kluczowy 1 Kor 3.12-15. Będziemy oceniani na podstawie naszych uczynków. Niektórzy nie dostaną żadnej nagrody inni otrzymają taką nagrodę. Oczywiście będziemy zbawieni bez względu na fakt otrzymania lub nie nagrody. Szóstka, o której mówił Prince nie jest więc niczym automatycznym. Wyrwane zdanie z całego rozdziału. Ale jednocześnie stwierdzasz , że będziemy zbawieni. I o to chodzi w książce.

+ kluczowa kwestia, najbardziej dyskusyjna i kontrowersyjna to podejście do pokuty. Dotyczy to zarówno nauczania J. Prince’a jak i innych mniej znaczących nauczycieli tego kierunku. W nauczaniu pastora z Singapuru pokuta oznacza tylko zmianę myślenia (i nic więcej). Jest to spłycenie tego, czym biblijna pokuta jest. Spłycając znaczenie pokuty powodujemy, że grzech, którego Bóg przecież nienawidzi nie jest aż takim problemem. Z biblijnego kontekstu jest to całkowita przemiana umysłu, serca i naszego życia. Zaczyna się od wyznania grzechów, które popełniliśmy, przyjęciu przebaczenia i wolności od nich, ale też jest wewnętrzną transformacją, która obejmuje całe nasze myślenie, wartości, aspiracje, uczucia. Słownik Biblijny Stronga definiuje pokutę jako „myśleć inaczej, przemyśleć, mieć wyrzuty sumienia, żałować”. Inaczej mówiąc zmień myślenie i kierunek swojego życia. A więc pokuta wywołuje całkowite i kompletne zmiany w życiu. Czyli inaczej mówiąc, pokuta to nie kwestia emocji, ale to wewnętrzna decyzja, oznacza śmierć własnego ja. To oddzielenie się od świata (święty – oddzielony od…do…) ku Bogu, ku Królestwu Jezusa. Pokuta nie jest, więc przejawem legalizmu, jakąś starą zasadą, ale normalną, codzienną częścią życia osoby wierzącej. Pince nie wierzy w konieczność pokuty osób wierzących, mówi że Paweł nie nauczał o pokucie. Jednak i w tej kwestii prawda jest zupełnie inna np. 2 Kor 7.2-12, Efezjanie 4.17-24, 2 Tymoteusza 2.19-21, Tytus 2.11-15. Kościół powstał na głoszeniu dobrej nowiny osobom niewierzącym, którą częścią była też pokuta i nawrócenie (Dzieje 3.19, Łukasz 24.47). Znów dodajesz swoje do pokuty. Meta noja. Zmiana wiedzy. Jedni płaczą kiedy do nich dociera inni radują się. Było kazanie na ten temat niedawno. I wyrywasz z kontekstu. Pokuta to zwrócenie sie do Boga. Jezusa. To nie jest wypowiedzenie jakiejś modlitwy. Ludzie potrafią wypowiadać pokutnicze modły, a życie ich się nie zmienia. A owocem pokuty jest zmiana życia. Mieszasz pojęcia. Człowiek po pokucie jeszcze bywa że upada nie radzi sobie ale już dąży do zmiany. Ale nie da się powiedzieć ze nie pokutował. A Prince mówi, że w ich kościele podczas każdego kazania odbywa się pokuta. Kiedy słuchają słowa, które przemienia i kieruje do bliskości z Jezusem.

+ niebezpieczeństwo antynomianizmu, czyli nauczania, że w nowym przymierzu nie ma, nie istnieje żadne prawo moralne (odrzucenie dekalogu). Krew Jezusa załatwiła sprawę, a obecny czas łaski oznacza, że wszystkie zasady (a więc legalizm) Starego Testamentu, dekalog zostały całkowicie usunięte. Oczywiście nie podlega żadnej dyskusji, że Jezus na krzyżu wypełnił prawo Starego Testamentu, usunął prawo świątynne i jego reguły (Hebrajczycy 8.13), ale nie prawo moralne i etyczne (dekalog, który nadal obowiązuje). Jezus tego prawa nie odwołał. W Nowym Testamencie obowiązuje dalej prawo nadane przez Boga inaczej nie byłoby w listach częstego do nich powrotu (cudzołóstwo, kradzież, pożądanie, czczenie kogoś innego niż Boga etc.). Nie można, więc powiedzieć, że grzech w życiu osoby wierzącej nie ma dla Boga żadnego znaczenia, bo tak nie jest. Grzech przerywa naszą relację z Bogiem. Jak wierzący powinniśmy więc pokutować ze swoich grzechów (pomaga nam w tym sumienie) i nie możemy się nazwać, że jesteśmy już wiecznie doskonali w ciele. Nasz duch jest dokonały, stał się nowym stworzeniem, ale dalej jesteśmy w ciele i toczymy walkę. Nie jesteśmy więc bez prawa. Kiedyś podobnie mówiłem ale kiedy zrozumiałem łaskę przestałem walczyć i zacząłem chodzić w zwycięstwie nad grzechem. To działa.

+ w nauczaniu „łaski” spotykamy poglądy, że słowa Jezusa, jakie znajdujemy w Ewangeliach wypowiedziane przed zmartwychwstaniem nie dotyczą kościoła, nie dotyczą nas (były przed ustanowieniem nowego przymierza). Dopiero apostoł Paweł zaczął głosić przesłanie „Łaski”, wcześniej według piewców tego kierunku nie było ono znane. To już samo w sobie jest niebezpieczne i wiele starożytnych herezji było związane z tego rodzaju myśleniem.

+

+ Ale o tym już pisał Hagin. I po części w niektórych wypowiedziach tak jest, że coś w NT działa inaczej. Na przykład Hagin pisał, że w Ojcze nasz prosimy by przyszło królestwo. A po zmartwychwstaniu wyznajemy, że jestesmy w nim. Inna sprawa, że ktoś na razie wyznaje i nie widać owoców, ale fakty się zmieniły. Bo królestwo juz jest. Rz.14.17. Przed zmartwychwstaniem smierć panowała, a po zmartwychwstaniu smierć pokonana, a to też zmienia wszystko.

+

+ podobnie rzecz się ma ze Starym Testamentem. W nauczaniu łaski mamy do czynienia z jego prawie całkowitym ignorowaniem. Jeśli jest używany to tylko jako ilustracja nauczania „łaski”, ale nie bierze się go pod uwagę, jako czegoś co jest aktualne dzisiaj. A przecież Paweł przypominał Tymoteuszowi, że całe pismo mówiąc o Starym Testamencie jest natchnione etc. (Nowy był w trakcie pisania) A więc z perspektywy czasów, w jakich żyjemy możemy powiedzieć, że Stary i Nowy Testament są organicznie ze sobą złączone i nie można pomijać jednego kosztem drugiego. Jeden nie znosi drugiego, oba się wzajemnie uzupełniają. Racja. Uzupełniają sie tylko ze na zasadzie, że NT tłumaczy ST. ST jest cieniem nowego. Czytając ST widzimy cień przyszłych spraw, które są w pełni zrozumiałe TYLKO w Jezusie. W dodatku nigdzie nie słyszałem by ktoś tak uczył z nauczycieli łaski. Na przykład Wommack , który jest prekursorem dzisiejszego nauczania łaski swoje objawienie oparł w większej części na ST.

+ z nauczaniem „łaski” związany jest też pogląd teologiczny „raz zbawiony na zawsze zbawiony”. Jednak nie znajduje to w 100% potwierdzenia w Słowie. W Biblii jest wiele zachęcających czytelnika fragmentów, które mówią o tym, że trzeba wytrwać do końca, że toczymy w swoim życiu walkę z grzechem: Mateusz 24.13, Rzymian 11.22 Objawienie 2.4 Objawienie 3.1-6. Czy też jest też zachęta do trwania w wierze 1 Kor 16.13 i 1 Kor 15.2 Kolosanie 1.22-23, Rzym 1.17 – poprzez próby wzrastamy i uczymy się. Bóg wypracowuje w nas swoją naturę i jednocześnie oczyszcza nas z tego co go nie zadawala. TA sprawa jest dyskutowana od 2000 lat i teraz my nic nie dodamy mądrego do dyskusji. Collin Die z Londynu tłumaczy fajnie dlaczego on tak wierzy. I w jego duszpasterstwie to działa. Z jego obserwacji to działa tak, że ludzie łatwo rezygnują z Boga, bo nie dają radę i mówią sobie, ze już nie wrócą do kościoła i wiary bo to nie ma sensu. Zniechęcenie pokonuje wiarę. Jeśli uwierzą, ze Jezus i zbawienie w nich jest mocniejsze niż ich upadki, to wtedy pokonują pokusy i wracają. I na to jest masa wersetów w Biblii. Więcej niż o sadzie, którymi ty w kółko operujesz.

+ nauczanie „łaski” jest też nazywane neomarcjonizmem, gdyż w pewnym sensie zawiera zmodyfikowane jego elementy. Marcjon nauczał, że są dwa bóstwa – Jahwe ze Starego Testamentu i Abba łagodny, dobry Bóg Nowego Testamentu. Odrzucał, więc Stary Testament, stworzył własną Biblię składająca się z 10 listów Pawła i 2/3 Ewangelii Łukasza. W nauczaniu „łaski” widać też te kwestie – zły Bóg Starego Testamentu i Jezus, który objawia prawdziwe oblicze, cechy Boga. Wprowadza to zamieszanie do umysłów wielu wierzących, gdyż pokazuje się, że Bóg Starego Testamentu to jakiś inny Bóg, że to jest Bóg zazdrosny, zły, nieprzebaczający (np. pozycja Richard’a Dawkins’a „God Delusion” przedstawia te kwestie, chociaż z innej duchowej perspektywy). Klasyczny marcjonizm uczył, że Jezus przeciwstawił się bogowi Starego Testamentu i zaczął głosić Ewangelię miłości, a nie sądu. Marcjon także nauczał, że aby być zbawionym należy kochać Boga i oddać mu się bezgranicznie. Jak widać pewne elementy tego nauczania możemy rozpoznać w nauczaniu „łaski” głoszonej przez Pince’a i jemu podobnych.

Tych bzdur o marcjonizmie nawet nie chce komentować. Prince mówi ze trzeba pozwolić Bogu by nas kochał. A Jezus jest Bogiem ST JAK I NT.

+ nauczanie „łaski” w swojej radykalnej formie niesie też znacznie poważniejsze niebezpieczeństwo, które jest w sumie konsekwencją przyjęcia tak pojmowanej łaski. Mam na myśli tzn. uniwersalizm. Jest to pogląd mówiący, że ostatecznie wszyscy ludzie będą zbawieni, bo Bóg jest miłością i jest dobry i nikogo nie wyśle do piekła. (książka „Love wins” Roberta Bella) Skrajni głoszący tego kierunku mówią wręcz, że i sam diabeł nie będzie potępiony. Biblia mówi na ten temat coś zupełnie innego. Jeśli Twoje imię nie jest zapisane w księdze życia to nie dostaniesz się do nieba. Oznacza to, że głoszenie prawdziwej, pełnej Ewangelii zawiera w sobie naukę o piekle, sądzie, krzyżu, upamiętaniu, pokucie, przemianie życia etc.

Ta herezja dotyczy nie biblijnie wierzących. Wyznajemy że niema potępienia dla tych, kto jest w Jezusie. A nie dla każdego. No i wierzymy w pełną ewangelię – o piekle, że przez Jezusa jestesmy wolni od niego i tylko przez Jezusa da się to zrobić. O sądzie – że władca tego świata został osądzony. O krzyżu – że tam jest pełnia odkupienia. Upamiętanie (metanoia) – zmieniamy obraz Boga i to pomaga biec do niego w upadkach i trudach. Pokuta – synonim upamiętania w polskich Bibliach. Przemiana – jest możliwa tylko przez obecność Jezusa w życiu człowieka. We wszystko to wierzymy tylko wiemy że źrodłem tych rzeczy jest Bóg, a nie nasze starania się. I nawet jeśli ktoś cos z tych rzeczy nie będzie robił, ale się rozkocha w Jezusie, to Bóg go uwolni. Bo wiara nie jest matematyką, a bliskością w której formuły nie działają. Napiszę obrazobórczą myśl. Protestantyzm przez wieki wypracował tradycję, która mówi co po czym trzeba zrobić by dostąpić nieba. Ale Jezus tak nie uczył. W Ew. Jana do Nikodema mówił o narodzeniu się z góry a rozdział pózniej do Samarytanki o uwielbieniu w duchu i prawdzie. I jedno i drugie miało doprowadzić do nieba. I nie było tam o piekle, pokucie, sądzie itd. Kobieta, która uwierzyła została z jedyną wskazówką – bądź czcicielem. I co na to protestanci? Bóg w Jezusie łamie wszystkie ramki. I wlasnie Jezus jest pełną Ewangelią. Tylko trzeba mieć odwagę by mu w pełni zaufać, nie opierając się na swoich metodach, które też mogą się stać religią.

Życzę ci poszukiwań Jezusa i jego łaski. Tylko w łasce jest przemiana życia. Nie chciałem zbyt dużo pisać, bo jest masa Kazań i książek na te tematy. Tylko trzeba chcieć znaleźć.

Charles Finney o uświęceniu. 

Jak przezwyciężyć grzech?
Rzekli więc do niego „Cóż mamy czynić aby wykonywać dzieła Boże? odpowiedział Jezus i rzekł im „to jest dzieło Boże wierzyć w tego, którego on posłał” / Ew.Jn.6.28-29 /
Spotykam bardzo wielu zaniepokojonych chrześcijan, którzy zadają pytanie co mają robić aby przezwyciężyć świat, ciało i szatana. Oni nie dostrzegają faktu, „że zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza” /1 Jan 5.4/, i że „tarczą wiary” mają „zgasić wszystkie ogniste pociski złego” /Ef.6.16/ Pytają „Czemu jestem zwyciężony przez grzech? Dlaczego nie mogę być ponad jego mocą? Dlaczego jestem niewolnikiem swoich pragnień i namiętności. Oni szukają wokół siebie powodu tej duchowej nędzy i śmierci. Czasami myślą, że odkryli odpowiedź w zaniedbaniu to jednego obowiązku to drugiego. Czasami wyobrażają sobie, że powodem ich nędzy jest poddanie się temu czy innemu grzechowi. Podejmują wysiłek w tym kierunku i łatają swoją sprawiedliwość w jednym miejscu czyniąc jednocześnie dziurę w innym. W takim stanie żyją latami, a będąc w zamkniętym kole, stawiają zapory z piasku przeciwko strumieniowi swego własnego zepsucia. Zamiast natychmiastowego „oczyszczenia swych serc wiarą”, starają się zatamować, wylewające się z nich strumienie gorzkich wód.
„Dlaczego grzeszę” – pytają i szukając powodu dochodzą do tego samego wniosku, „Ponieważ zaniedbuję taki a taki obowiązek” Ale jak mam uwolnić się od grzechu? Zwykle udzielają sobie odpowiedzi. „Przez czynienie mego obowiązku tzn. zaniechanie grzechu”. Dobre pytanie w tym miejscu powinno brzmieć: Dlaczego zaniedbują swoje obowiązki? Dlaczego wciąż dopuszczają się grzechu? Co jest tego główną przyczyną? Wszystko to z powrotem prowadzi nas do sedna sprawy. Jak przezwyciężyć tą zepsutą naturę, tą nikczemność, te nasze grzeszne zwyczaje. Odpowiadam: „tylko przez wiarę”. Żadne uczynki prawa nie dają nam najmniejszej mocy do przezwyciężenia naszych grzechów, ale raczej wzmacniają dumę i powodują niewiarę.
Wielkim podstawowym grzechem będącym fundamentem wszystkich innych grzechów jest niewiara. Pierwszą rzeczą, którą musimy uczynić to, odrzucić ją i uwierzyć Słowu Bożemu. Nie może być żadnego uwolnienia z grzechów bez wiary, „gdyż wszystko co nie jest z wiary jest grzechem” /Rzym.14.23/. „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu /Hbr.11.6/. W ten sposób widzimy, że cofający się i oskarżany chrześcijanin, który z ledwością opiera się grzechowi, prawie zawsze próbuje przez uczynki prawa zdobyć wiarę. Pości, modli się, czyta, boryka się i pozornie się zmienia, i w ten sposób stara się zdobyć łaskę. Ale wszystko to czyni na próżno. Pytasz może: „Czy może nie mamy pościć, modlić się czytać i zmagać się? Czy mamy nic nie czynić, tylko siedzieć w płytkim poczuciu bezpieczeństwa i braku działania” Odpowiadam: Musicie wszystko czynić co Bóg wam przykazuje, ale musicie zacząć od tego na co On wskazuje i czynić to w sposób przez Niego przykazany. Ćwiczcie wiarę czynną w miłości /Gal.5.6/. Oczywiście swoje serca przez wiarę! Uwierzcie w Syna Bożego! /1Jana 5.10/.
Czym jest wiara?
Pierwszym krokiem do posiadania wiary, jest zrozumienie prawdy biblijnej. Ale samo to, jeszcze nie znaczy że, ją posiadamy, gdyż Szatan również ją ma i drży /Jak.2.19/ Drugim zaś krokiem do posiadania wiary, jest zgoda serca na prawdę zrozumianą przez umysł. Jest to szczere zaufanie lub odpoczynek umysłu w tej prawdzie i poddanie siebie pod jej wpływ. Łatwo można teraz zobaczyć, że bez zgody woli nic nie może istnieć oprócz powierzchownego posłuszeństwa Bogu. Czyż uczynki prawa nie mogą być wykonywane bez wiary? Możemy czynić je ze strachu lub z nadziei, bądź jakiś egoistycznych motywów, nie mając jednocześnie zaufania iż możliwym jest służenie Bogu w sposób naturalny z miłości i posłuszeństwa serca. Oświadczam więc, że szukanie łaski wiary przez zwykłe ludzkie uczynki jest zupełną obrzydliwością. Jest to tak ohydne jak staranie się o kupno za pieniądze Ducha Świętego. /Dz.Ap.8.20/ Jest to odrzuceniem świadectwa Słowa Bożego mówiącego nam o naszej całkowitej nieprawości, bezradności a staraniem się o to by oddać w zastaw naszą niewiarę i uczynki bez serca Świętemu nieskończonemu Bogu. Jest to próba kupna Jego przychylności, zamiast zaakceptowania łaski jako Jego suwerennego daru. Udzielać innej odpowiedzi trwającemu w niewierze i zapewnianie go aby wykonywał jakąś pracę z oczekiwaniem, że przez nią zdobędzie wiarę, to utwierdzenie grzesznika w jego własnej sprawiedliwości. Równoznaczne jest to z przedłużeniem jego zbuntowanego stanu oraz doprowadzeniem go do zakotwiczenia w nadziei płynącej z własnej sprawiedliwości, co w końcowym efekcie daje zniechęcenie i złorzeczenie Bogu. Ponieważ upamiętanie, wiara, miłość i każde inne święte zadanie wymaga i wynika z wiary, więc niemożliwym jest upamiętanie się bez zaufania w naturę i żądania Boga. Gdyż, czym jest upamiętanie jeśli nie serdecznym wywyższeniem Boga a potępieniem siebie. To też niemożliwą rzeczą jest doświadczanie ufającej miłości do Boga bez wiary. Poddanie się Bogu wymaga ćwiczenia naszego zaufania do Niego i Jego żądań. Wiara jest jedynym stanem ludzkiej duszy, która przyjmuje Chrystusa do serca z wszystkimi Jego silnie uświęconymi wpływami. Biblia pokazuje nam, że stan uświęconej duszy wynika z faktu, iż znajduje się ona pod wpływem zamieszkującego w niej Chrystusa. Dlatego zadaniem wiary jest otwarcie drzwi, przez które Chrystus ma być przyjęty aby rządził w sercu. Jeśli znajdujemy się w takim stanie to właściwą rzeczą jest czynienie tego co akceptuje zamieszkujący w nas Chrystus. Jeśli to jest czynione, wszystko inne będzie także uczynione, lecz jeśli to jest zaniedbane, także wszystko inne będzie zaniedbane.
Kilka pomocnych uwag
1. Widzę dlaczego Kościół nie jest uświęcony. Jego członkowie nie dostrzegają funkcji i konieczności wiary, jako jedynie mogącej przynieść właściwe posłuszeństwo Bogu. Są zamieszani w starania zdobycia wiary przez uczynki prawa, zamiast doświadczenia tej wiary, która może uczynić w nich czyste serca. W ten sposób poszukują oni na próżno uświęcenia. Powszechną rzeczą, jaką można zobaczyć jest widok chrześcijan zajętych zewnętrznym staraniem i uczynkami: postem, modlitwą, dawaniem, robieniem i zmaganiem się, ale w tym wszystkim nie wydających owocu Ducha „miłości, radości, pokoju, cierpliwości uprzejmości, dobroci, wiary, łagodności, wstrzemięźliwości. Przeciwko takim nie ma prawa /Gal.5.22-23/.
2. Widzę dlaczego Biblia kładzie tak duży nacisk na wiarę.
3. Widzę jaką trudność mają ci którzy idą za Panem w ciągłym nastroju narzekania. Wydaje się że wiedzą, że się mylą, ale nie rozumieją gdzie tkwi główny powód ich pomyłki. Czasami uważają, że zaniedbanie pewnego obowiązku jest ich główną trudnością. Czasami skupiają swój umysł na czymś co według nich, jest ich główną trudnością. Oni postanawiają uwolnić się z tego czy innego grzechu i praktykują to samozaparcie i ten obowiązek a wszystko to bez wiary, która wypełnia serce miłością. Kręcą się w około, nie wiedzą, że nie wiara jest ich wielkim potępiającym grzechem, bez którego usunięcia żaden inny grzech nie może być wybaczony, ani z żadnego innego grzechu nie można się upamiętać. Wszystkie ich uczynki są całkowicie obłudne i opierające się na prawie – próżne dopóki nie doświadczą wiary.
4. Jeśli osoby bez wiary, nie uświęcone decydują się przestrzegać przykazań Bożych, ich uczynki będą oparte tylko na prawie, własnej prawości i spowodują zniszczenia. Dla nich wskazania Ewangelii tak samo jak przykazania prawa są strasznym dołem błotnistej gliny. A kiedy wrzucą człowieka w taką dziurę to im bardziej stara się on z niej wydostać, tym głębiej się w nią zapada, każdy wysiłek dążący do osiągnięcia posłuszeństwa bez wiary jest grzechem, ponieważ utwierdza on człowieka w własnej sprawiedliwości a to oddala go dalej i dalej od Boga i prawdziwej nadziei. A im bardziej stara się wydostać tym bardziej alarmującym staje się jego przypadek. Glina otacza go coraz silniej, dusi go i zabija. Dla niewierzącego serca, przykazania Boże stają się taką dziurą i pułapką. Bez wiary zaś jest tylko zniszczenie, potępienie i grzech.
5. Dla niedbałego, nieprzebudzonego grzesznika, który nic nie wie o swoim zgubieniu, mogłoby być ważną i właściwą rzeczą, skierowanie jego uwagi na Prawo Boże, ale nie po to by stał się świętym, ale by przekonać go o grzechu. W ten sposób Chrystus wymaga od bogatego młodego człowieka zachowywania przykazań, lecz wskazując mu zarazem jego wielką miłość do świata.
6. Widzę jak dla Żydów i wszystkich niewierzących przykazania Boże są zawadzającą przeszkodą. Cała ich zewnętrzna na nie zgoda jest bezużyteczna i niszcząca. Miłość bez wiary jest niemożliwa. Konsekwentne miłosierne wskazówki i instrukcje zawarte w biblijnych zasadach postępowania są dla nich pożywieniem ich własnej sprawiedliwości a zatem pułapką śmierci. Ale dla tych, których dusze są pełne wiary i miłości, przykazania Boże są wskazówką, której potrzebują gdy w swej niewiedzy usilnie starają się dowiedzieć co mają czynić aby chwalić Boga „Rób to i unikaj tego ” itp. są rzeczami, które serca przepełnione miłością będą używały jako koniecznej wskazówki ich Ojca Niebieskiego.
7. Ktoś może zapytać „Czyż ludzie nie uczą się doświadczać wiarę przez to, co nazywasz wysiłkami opartymi na Prawie i przez posłuszeństwo do wskazówek w nim zawartych. Nie. Oni tylko uczą się na własnej skórze, że wszystkie takie wysiłki są bezwartościowe a sami oni są zupełnie zdeprawowani i zależni od tego, w co powinni uwierzyć na początku. Oni decydują się na modlitwę, czytanie, zmaganie się, oczekując w każdej modlitwie, którą zanoszą, na każdym spotkaniu w którym uczestniczą, uzyskać łaskę i wiarę. Ale oni nigdy nie wierzą, aż są zupełnie zniechęceni i zrozpaczeni uzyskiwaniem pomocy w ten sposób. Historia nawrócenia każdego, „według siebie sprawiedliwego” grzesznika i uświęcenia każdego zaniepokojonego chrześcijanina rozwinęła by tę prawdę, że uwolnienie nie przychodzi, aż ich własne doświadczenie nie udowodni im, że wysiłki ich oparte na własnej sprawiedliwości są zupełnie próżne i należy ocenić je jako bezużyteczne a całą sprawę oddać suwerennemu miłosierdziu Boga. To poddanie się miłosierdziu Bożemu jest właśnie tym aktem wiary, który powinni oni przeżyć na samym początku, a którego nie doświadczyli aż każdy inny sposób stał się dla nich zawodny.
8. Być może powiesz: „Jeśli przez zmaganie się z grzechem, w swojej sprawiedliwości odkrywają oni swoją nieprawość i zależność od Boga i w ten sposób na podstawie własnego doświadczenia poznają prawdę Bożą, dlaczego nie zachęcać ich do podjęcia się tych zmagań jako przynajmniej okrężnej drogi do zdobycia wiary? Odpowiadam: „Bluźnierstwo, pijaństwo i jakiekolwiek z najbardziej szokujących grzechów mogą być i często były środkami osądzenia, które zaowocowało nawróceniem, ale dlaczego mamy popierać te rzeczy jako przynoszących niektórym zbawienie. Prawda jest taka, że gdy uwaga grzesznika jest obudzona i jest on osądzony, zadaje pytanie: „Co mam robić”, i gdy chrześcijanin zmagający się z pozostającym w nim zepsuciem, zadaje to samo pytanie to czy powinni oni być wrzuceni w tą straszną dziurę, o której mówiłem? Czy nie powinniśmy im odpowiedzieć słowami „To jest dzieło Boże: wierzyć w tego, którego On posłał.
9. Pozwól mi powiedzieć do Ciebie, który zadałeś pytanie „Jak mogę przezwyciężyć grzech? Nie czekaj na post, czytanie, modlitwę – nie oczekuj bycia uwolnionym z jakiegoś grzechu w swojej niewierze. Możesz uwolnić się z jakiegoś jego zewnętrznego przejawu możesz zastąpić przeklinanie-modleniem, czytanie gazet – czytaniem Biblii, kradzież i bezczynność – pracą i uczciwością, picie – trzeźwością, i cokolwiek jeszcze chcesz, ale w końcu to wszystko nie jest niczym innym jak zmianą jednej formy grzechu na drugą, różnicowaniem sposobu twojego buntu wobec Boga. Pamiętaj jeśli trwasz w niewierze, niezależnie od swojego zachowania, jesteś cały czas buntowniczo nastawiony wobec Boga. Wiara bowiem uświęciłaby twoje serce i twoje uczynki, które byłyby dokonane w Jezusie i przyjęte przez Boga. Drogi przyjacielu pytasz czy zdobędziesz świętość przez czytanie Biblii lub przez modlitwę i post, albo może przez te wszystkie czyny razem. Teraz pozwól temu słowu odpowiedzieć Tobie czy jakieś z tych rzeczy, gdy nie masz wiary, sprawią że wzrośniesz lub znajdziesz ulgę. Mówisz o byciu w ciemnościach o zniechęceniu. Nic dziwnego, że tak jest, ponieważ szukałeś uświęcenia w zewnętrznych uczynkach. Potknąłeś się o „kamień obrazy” /Rzym.9.32/ Jesteś w dziurze pełnej gliny. Natychmiast doświadcz wiary w Syna Bożego. Jest to pierwsza i jedyna rzecz jaką masz zrobić, aby twoje stopy spoczęły na Skale – a Bóg natychmiast włoży w twoje usta nową pieśń /Ps.40/.

Jak ewangelizować muzułmanów. 

Podzielę się myślami z konferencji gdzie zabrzmiało nauczanie na temat ewangelizacji muzułmanów. Były muzułmanin, a teraz pastor podał najważniejsze myśli o tym jak dotrzeć do swoich rodaków.

  1. Nie bój się ich! Większość muzułmanów nie są terrorystami. Ne musisz znać odpowiedzi na ich wszystkie pytania. W Europi na razie za głoszenie muzułmanom was nie aresztują. I oni was nie zabiją.

2. Starające zbudować z nimi osobistą relację. Zaprzyjaźnij się.

3. Nie buduj relacji z płcią przeciwną.

4. Bądź dobrym słuchaczem. Nie spiesz się ładować ich swoimi doktrynami.

5. Podczas dyskusji pamiętaj, że ważne jest nie zwycięstwo w dyskusji, a w zbawieniu. Przybliżaj mu Królestwo Boże.

6. Znaj dobrze Biblię. Przeczytaj Koran.

7. Bądź gotów odpowiedzieć na główne pytania, które muzułmanie zadają chrześcijanom. Tutaj jest potrzebne przygotowanie.

8. Bądź inicjatorem przyjaźni i dialogu.

9. Módl się za liderów ISIS, by spotkali Jezusa i uwierzyli.

10. Odróżniaj tematy ważne od nieważnych. Nie jest ewangezacją przekonywanie do jedzenia wieprzowiny.

11. Opowiadaj historie wspólne dla nich i dla nas. Na przykład historia z Edemskiego ogrodu, oni ją rozumeją z trudem.

12. Muzułmanie kochają słodycze. Zaproś na herbatę czy kawę z czymś słodkim.

13. Nie musisz odpowiadać na pytania na które nie znasz odpowiedzi.

14. Twoje osobiste świadectwo ma największą moc. Opowiedz o swoim spotkaniu z Jezusem.

15. Używaj historie Biblijne, które opowiadają o zbawieniu w Jezusie. Mocna historia na przykład o miedzianym wężu na pustyni, dobrze tłumaczy zbawienie.
Od siebie jeszcze dodam taką historię. Kiedyś w Egipcie na wycieczce podali wszystkim mocny alkohol. Ja odmówiłem. Miejscowych to mocno zdziwiło. Spytali dlaczego nie pije, przecież wszyscy chrześcijanie piją. Okazało się, że dla nich wszyscy Europejczycy są chrześcijanami. Bo taką mamy historię. To tak jak dla nas wszyscy Arabowie to muzułmanie.
Powiedziałem im, że nie każdy Europejczyk jest chrześcijaninem, bo nim jest tylko ten, kto wyznał Jezusa swoim panem. Byli zdziwieni, że nie mam kochanki, nie chodzę na prostytutki, nie kradnę, modlę się itd. (Przepraszam, że się tu chwalę). Kiedy opowiedziałem o swoim stylu życia bez grzechu, z rodziną, dziećmi itd stwierdzili, że jestem muzułmaninem. A nawet lepszy niż wielu z nich. Wyjaśniłem im, że takim uczynił mnie Jezus. Powiedzieli, że Koran uczy o Jezusie też i wiedzą, że Jezus ma przyjść. I nagle rozmowa zeszła na Jezusa. Słuchali.
Byliśmy na Saharze. Było upalnie, a ja czułem, jak Duch unosił się nad pustynią dotykając serc tych dobrych i prostych ludzi.