Już czas?

Zostałem zaproszony na konferencję „Już czas” zorganizowaną przez katolickie wspólnoty charyzmatyczne. Powiedziano mi, że chcą między innymi przepraszać wspólnoty katolickie charyzmatyczne, które zostały wyrzucone z Kościoła Katolickiego w latach 90-ch. Czyli takie wspólnoty jak nasza, która została wyrzucona z parafii pod koniec lat 90-ch (a dla wzmocnienia efektu wyrzucili mnie ze studiów teologii katolickiej tuż przed zakończeniem na 5 roku, wiosną). Było to bolesne przeżycie. Zmarnowanych 5 lat studiów, brak zdobycia oświaty, który wpłynął na resztę mojego życia. Oczernianie w świeckich gazetach. To był bardzo trudny okres i bardzo niesprawiedliwie potraktowano całą wspólnotę. Dlatego z zainteresowaniem podszedłem do tego wydarzenia. Pojechałem ze względu na charyzmatycznych katolików, bo byłem kiedyś jednym z nich i w tym ruchu się narodziłem dla Jezusa. I wiem, że tam są narodzeni z Ducha ludzie.

Uwielbienie było namaszczone i dotykające. Było prowadzone przez katolickie zespoły. Było w Duchu. Zdziwiło mnie, jak wielu katolickich liderów i księży znało mnie. Mijał mnie nieznajomy ksiądz podczas któregoś wykładu i pomachał mi ręką, mówiąc „Spichlerz”! Niektórzy dziękowali za mój kanał na YouTube „Hiper! Łaska”. Inni za książkę „Zbuduj mi świątynię”, której wciąż używają podczas nauczań w swoich wspólnotach. Około 5 księży powiedziało mi, że słuchają moich nauczań. Naprawdę to mnie zaskoczyło. Pewien ksiądz z zakonu orionistów, powiedział, że ktoś z jego wspólnoty został uzdrowiony z nerwicy, słuchając moich nauczań. Miałem wrażenie, że większy wpływ mam na katolików niż na protestantów poprzez swoje nauczania. Pewien lider katolicki opowiedział, jak przyprowadzał na nabożeństwa do naszego kościoła obecnego swego zastępcę, by pokazać jak wygląda wspólnota wiary. Kilku liderów katolickich w rozmowach przyznało się, że muszą się ukrywać z sympatią do ewangelicznych pastorów przed swoimi biskupami. Takie podziękowania otrzymywali inni pastorzy też, miałem wrażenie, że to była zaplanowana akcja. Ale było to miłe i podnoszące, bo w naszym niewielkim ewangelicznym środowisku jest mało wdzięczności, a więcej można spotkać bezpodstawnej krytyki.

Na konferencji zobaczyłem wielu przedstawicieli świata ewangelicznego, wielu z nich nigdy nie było katolikami, ale też widziałem kilku pastorów, którzy byli kiedyś liderami wspólnot katolickich. Nie będę podawał imion, bo niektórzy mogą nie chcieć tego. Fala hejtu na tę konferencję już się wylała ze strony katolickich tradycjonalistów, jak i ewangelicznych konserwatystów, są w tym zgodni. Według mojej obserwacji byłych liderów-katolików było mniej niż „zwyczajnych” ewangelicznych pastorów. Na kazalnicy konferencyjnej były katolik, a obecny pastor był jeden, o ile się nie mylę. Potem był były luteranin, a obecny pastor ewangeliczny. A reszta to byli zaproszeni mówcy z Polski i zagranicy. Księża i pastorzy. Nie ukrywam, że to jest odważne posunięcie by zaprosić pastorów jako mówców na katolicką konferencję.

O czym głosili? Najwięcej o ważności jedności. Zaproszony pastor z Włoch, opowiadał o swoim doświadczeniu pojednania się z Kościołem katolickim. A ktoś z Watykanu opowiadał o swoim doświadczeniu napełnienia się Duchem Świętym przy udziale któregoś z pastorów. Biskup Ryś zaczął konferencję od badania słowa schizma w Liście do Koryntian. Kulminacją miał być piątkowy wieczór. O tym póżniej napiszę.

Zabrakło mi jednej rzeczy. Głoszenia Ewangelii, chrystocentrycznej dobrej nowiny ogłoszonej przez Katolika – księdza bądź lidera wspólnoty. Takiego 45 minutowego głoszenia o Jezusie, który wziął grzech na siebie dzięki temu zbawił każdego z nas, niezależnie od przynależności kościelnej. Ewangelia, mowa o Krzyżu i jego skutkach jest mocą Bożą ku zbawieniu. Taką Ewangelię już głosił ks. Blachnicki. I teraz, kiedy mówię słowo „Ewangelia” mam na myśli nie nauczania różnych zasad na podstawie Ewangelii Mateusza, Marka, Łukasza i Jana. Mam na myśli Ewangelię o Jezusie z Nazaretu. Blisko tego uczył John Arnot, no ale on był akurat protestantem. Głoszenie Ewangelii przez katolika było by tym fundamentem na którym można by było budować jedność. Brak tego elementu spowodował, że nie było to moje miejsce. Było dużo nauczań intelektualnych, niektóre były nudne jak dla mnie.

Miałem wrażenie, że z ludźmi z katolickich charyzmatycznych wspólnot czułem jedność i przyjaźń. Bo tak na prawdę to jest proste. Jeśli ktoś kocha Jezusa i jest z Nim blisko, to jest w tym samym miejscu co i ja. Naszym życiem nie kierują dogmaty. Nasze życie jest zbudowane na Jezusie, jego osobie i jego dziele. I tak jak ja kiedyś w podobnych wspólnotach poznałem Jezusa, tak samo i oni.

A teraz o piątkowym wieczorze. Bp. Ryś dzielił się słowem, w którym powiedział jak go to boli, że nie możemy wszyscy razem przystąpić do Wieczerzy Pańskiej czyli Komunii. Ale to co możemy zrobić to umyć nogi sobie nawzajem. Przynajmniej ten gest będzie tą celebracją jedności. Wiadomo, że w świecie chrześcijańskim uczestniczenie w Wieczerzy było zagadnieniem o które się sprzeczano od wieków. Historyczne kościoły nie uczestniczyły wspólnie w przyjęciu Ciała i Krwi. Dopiero w wieku XX na przykład Luteranie, Metodyści i Reformowani uznali, że między sobą mogą to robić. I Stół Pański stał się manifestacją jedności. Nie wiem co chciał zaproponować bp. Ryś jako drogę do wspólnej Wieczerzy. Ale wydaje się, że według nauk KRK wszyscy musieliby wrócić do Kościoła Katolickiego. Jak dla mnie atmosfera pokuty i przeprosin nieco się zepsuła. Ale to jest moje subiektywne wrażenie.

Wyobrażam sobie, gdyby nas zgromadził Jezus na Ostatniej Wieczerzy to wziąłby chleb, łamał by i rozdawał każdemu. Jak kiedyś Pan dał chleb nawet Judaszowi, choć on akurat nie był w jedności z resztą. Jezus daje chleb, a dogmaty nie dają i nie ma znaczenia czy katolickie czy ewangeliczne. Jezus daje chleb, osoba karmi, nie sucha litera.

Kiedy poznałem Jezusa łaski, trudno było by zaakceptować kościół z doktrynami w których Jezus jest tak legalistyczny.